sobota, 6 czerwca, 2026

Top 5 tygodnia

Powiązane artykuły

KulturaFilmy i serialeSquid Game to nie tylko serial. To test, który właśnie oblałeś.
Artykuł

Squid Game to nie tylko serial. To test, który właśnie oblałeś.

Siedzisz wygodnie na kanapie. Na ekranie kolejny uczestnik gry umiera w brutalny sposób. Nie odwracasz wzroku. Wręcz przeciwnie – pochylasz się, żeby nie przegapić żadnego szczegółu. Serce bije Ci szybciej. „Czerwone, zielone” – napięcie sięga zenitu. Kto przeżyje? Kto zginie?

STOP. Zastanów się przez chwilę. Czym dokładnie różnisz się w tym momencie od zamaskowanych VIP-ów oglądających prawdziwe morderstwa? Oni siedzą na swoich złoconych fotelach, popijają szampana i ekscytują się widokiem prawdziwej śmierci. Ty siedzisz na swojej kanapie, pijesz herbatę i ekscytuje Cię widok udawanej śmierci.

Jedyna różnica? Ty wiesz, że to fikcja. Ale czy ta wiedza naprawdę czyni Cię lepszym człowiekiem? Czy może jesteś tylko VIP-em, któremu brakuje okazji?

Identyczna fascynacja, różna rzeczywistość

Kiedy oglądasz Squid Game, doświadczasz dokładnie tych samych emocji co VIP-owie. Napięcie przed rozpoczęciem gry. Ekscytacja podczas eliminacji. Ulga, że to nie ty. Satysfakcja z przewidywania, kto przetrwa.

Kiedy strzelają do pierwszego gracza, ty i VIP-owie reagujecie w tym samym momencie. Skok adrenaliny, westchnienie, może nawet dzika satysfakcja, że zginął „ten zły”.

Twój mózg nie wie, że to fikcja. Uwalnia tę samą dopaminę, aktywuje te same obszary odpowiedzialne za przyjemność i strach. Neurobiolog Antonio Damasio wykazał, że oglądając film, aktywujesz niemal identyczne szlaki neuronalne jak podczas obserwowania prawdziwych wydarzeń. Różnica leży głównie w jednym obszarze mózgu – tym, który szepcze ci „to nie jest prawdziwe”.

To oznacza, że mechanizm twojej fascynacji jest niemal identyczny z tym, co czują VIP-owie. Różni was głównie świadomość, że to „tylko” fikcja.

Ale czy ten szept naprawdę zmienia cokolwiek? Czy czujesz się mniej podekscytowany, wiedząc, że to aktorzy? Czy twoje serce bije wolniej?

Prawdopodobnie nie.

Eksperyment myślowy: gdyby to było prawdziwe

Wyobraź sobie scenariusz gdzie oglądasz drugi sezon. Jesteś już wciągnięty w historię i nagle ktoś mówi ci prawdę: „To, co oglądasz, dzieje się naprawdę. Teraz. Na żywo. Ci ludzie rzeczywiście umierają. Ale możesz przestać oglądać – wystarczy, że naciśniesz pauzę”.

Nacisnąłbyś?

Przestałbyś oglądać? Czy może, po pierwszym szoku, oglądałbyś dalej – w końcu już nie możesz im pomóc, a jesteś ciekaw zakończenia?

Nie musisz odpowiadać. Nie musisz nawet przyznawać się przed sobą. Ale czy przez chwilę nie zawahałeś się z odpowiedzią?

Badania nad voyeuryzmem (oglądactwem) pokazują coś niepokojącego: wiedza o prawdziwości dramatycznych scen nie zawsze powstrzymuje przed ich oglądaniem. Przeciwnie – może nawet zwiększać fascynację.

Przeczytaj też:  Dlaczego niektórzy są leniwi?

Historia jest pełna takich przykładów. Publiczne egzekucje w średniowieczu gromadziły tłumy. Współczesne transmisje na żywo z wojen mają miliony widzów. Niektórzy już przekroczyli granicę między fikcją a rzeczywistością.

Stopniowa desensytyzacja

Przyjrzyjmy się ewolucji naszej rozrywki. Gladiatorzy w rzymskim Koloseum. Publiczne egzekucje na placach miast. Pierwsze filmy wojenne. Kino akcji lat 80. Brutalne gry. A teraz Squid Game – fikcja tak realistyczna, że Netflix musiał ostrzegać przed naśladowaniem.

Psycholog Craig Anderson przeprowadził badania nad tym, jak regularne oglądanie przemocy – nawet fikcyjnej – stopniowo obniża nasze progi emocjonalne. To, co kiedyś nas przerażało, zaczyna nas nudzić. Potrzebujemy czegoś silniejszego, żeby poczuć to samo.

Czy Squid Game jest kolejnym stopniem tej drabiny? Być może przygotowuje nas do czegoś jeszcze bardziej ekstremalnego.

Czy pamiętasz pierwszy film, który naprawdę cię przestraszył? Czy nadal by cię przestraszył? Czy może wydałby ci się teraz… łagodny?

Ile lat dzieli cię od momentu, gdy Squid Game to będzie za mało?

„To tylko fikcja” – moralna tarcza czy wygodne kłamstwo?

„Ale ja wiem, że to fikcja!” – mówisz. „To znaczy, że jestem inny!”

Czy na pewno?

Twoja świadomość, że to fikcja, nie zmienia faktu, że jesteś podekscytowany cudzym cierpieniem. Nie zmienia faktu, że śmiejesz się z niektórych śmierci. Nie zmienia faktu, że kibicujesz jednemu graczu przeciwko drugiemu, wiedząc, że jeden z nich musi umrzeć.

Każdy VIP w złotej masce był kiedyś „normalnym” człowiekiem. Jeśli ogromne pieniądze go „zepsuły” to tylko częściowo i nie obudził się też pewnego dnia jako potwór. Dotarł tam stopniowo – możliwe, że przez lata oglądania, fascynowania się, przekraczania kolejnych granic tego, co akceptowalne.

Filozof Paul Virilio zauważył, że obrazy mogą być równie potężne jak rzeczywistość w kształtowaniu naszych pragnień. Twój mózg już się nauczył, że oglądanie cudzej śmierci może być przyjemne. Czy świadomość, że to fikcja, jakoś to odwróci?

Przeczytaj też:  Nie potrafię nie myśleć – o wewnętrznej potrzebie refleksji

Pytanie, którym możesz się zadławić

W rzeczywistości Squid Game nie pyta tylko „co byś zrobił, gdybyś był w długach?”. Pyta również „co byś zrobił, gdybyś miał możliwość zostać VIP-em?”.

Gdyby ktoś jutro zaproponował ci bilet na prawdziwe gry. Gdyby zapewnił cię, że nikt się nie dowie. Że to „tylko” przestępcy, „tylko” ludzie, którzy sami się zgłosili.

Ilu z nas powiedziałoby „nie” bez wahania? Ilu z nas zastanawiałoby się chociaż przez chwilę?

Stanley Milgram w swoich słynnych eksperymentach wykazał, że 65% zwykłych ludzi jest zdolnych do zadawania bolesnych cierpień prądem elektrycznym niewinnym osobom – pod warunkiem, że ma na to pozwolenie autorytetu. Jego badania pokazały, że granica między „normalnością” a okrucieństwem jest znacznie cieńsza, niż chcielibyśmy wierzyć.

Ale tutaj nikt nie kazałby ci nikogo skrzywdzić. Tylko… patrzeć. Czy to łatwiejsze, czy trudniejsze?

Paradoks emocjonalnego zaangażowania

A może jest jeszcze gorzej.

VIP-owie oglądają prawdziwe gry przez kamery bezpieczeństwa. Widzą biegnące sylwetki, słyszą strzały, obserwują upadające ciała. Dla nich uczestnicy to obiekty – numerek 456, numerek 067. Anonimowe figury na planszy.

Ty oglądasz fikcję, ale znasz bohaterów. Wiesz, że Seong Gi-hun ma córkę, której nie może kupić prezentu. Wiesz, że Kang Sae-byeok walczy o lepsze życie dla brata. Wiesz o ich długach, marzeniach, strachu w oczach przed każdą grą.

I mimo to – albo może właśnie dlatego – kibicujesz ich śmierci (lub przeżyciu) z jeszcze większą fascynacją.

VIP-owie zabijają obce obiekty. Ty cieszysz się z cierpienia ludzi, których poznałeś. Tych, którzy ci się zwierzyli. Tych, którzy pokazali ci swoje najgłębsze lęki i nadzieje.

Kino daje ci dostęp do ich umysłów, których VIP-owie nigdy nie mieli. Widzisz ich człowieczeństwo w każdym szczególe. A potem i tak nie możesz się doczekać, aż padną strzały.

Czy to nie czyni cię gorszym od VIP-ów?

Oni przynajmniej mają wymówkę – widzą tylko ciała. Ty widzisz dusze. I nadal chcesz więcej.

Wszyscy jesteśmy potencjalnymi VIP-ami?

Może prawdziwy horror Squid Game nie leży w brutalności gier, ale w rozpoznaniu samego siebie w VIP-ach? Każda ich minuta na ekranie w połączeniu z kiepskimi dialogami budziła w nas zapewne odrazę – ale finalnie fascynuje nas dokładnie ta sama rozrywka co ich.

Nie musimy być bogaci, żeby być VIP-ami. Wystarczy, że żyjemy w społeczeństwie, gdzie cudze cierpienie stało się rozrywką. Gdzie oglądamy katastrofy w wiadomościach z tą samą fascynacją co seriale. Gdzie płacimy za dostęp do obrazów przemocy – czy to przez abonament Netflixa, czy bilet do kina. Niektórzy idą dalej: patostreamy, freakfighty, YouTubowe filmiki wybuchających żołnierzy z wojny Rosja-Ukraina.

Przeczytaj też:  Dlaczego horrory sprawiają przyjemność? - O psychologii strachu w bezpiecznych warunkach

VIP-owie przynajmniej są szczerzy wobec siebie. Nie ukrywają się za „to tylko fikcja”. Przyznają, że lubią oglądać, jak ludzie cierpią. A my?

Może jedyną różnicą między nami a nimi jest to, że oni mieli okazję, a my nie. Że oni żyją w świecie, gdzie takie rzeczy są możliwe, a my – jak dotąd – nie.

Ale czy to znaczy, że jesteśmy od nich lepsi? Czy tylko mniej sprawdzeni?


Od autora

Ja też oglądałem Squid Game. Ja też czekałem na kolejną śmierć. Ja też kibicowałem jednym przeciwko drugim, wiedząc, że ktoś musi umrzeć. Napisałem ten tekst nie po to, żeby was oskarżać – bo gdybym to robił, musiałbym oskarżyć przede wszystkim siebie. Pytania, które tutaj zadaję, to pytania, które zadaję sobie. I szczerze? Nie znam na nie odpowiedzi. Może ty znajdziesz swoje.


FAQ

Czy oglądanie przemocy w filmach naprawdę prowadzi do przemocy w rzeczywistości?

Badania pokazują, że związek jest złożony. Regularne oglądanie przemocy może prowadzić do desensytyzacji, ale nie oznacza to automatycznie, że ktoś stanie się przemocowy. Najważniejszy jest kontekst i inne czynniki osobowościowe.

Dlaczego ludzie fascynują się przemocą?

Ewolucyjnie, obserwowanie przemocy pozwalało naszym przodkom uczić się zagrożeń bez narażania się. Współczesne badania wskazują również na rolę adrenaliny i dopaminy w tym procesie.

Czy istnieją prawdziwe „gry śmierci”?

Historia zna wiele przykładów spektakli z prawdziwymi ofiarami – od gladiatorów po publiczne egzekucje. Współczesne przypadki to głównie pojedyncze zbrodnie, nie zorganizowane widowiska.

Jak chronić się przed desensytyzacją?

Świadomość własnych reakcji, ograniczanie ekspozycji na przemoc, aktywne rozwijanie empatii przez kontakt z prawdziwymi historiami ofiar przemocy.

Źródła i inspiracje
  • Damasio, A. (2021). Emotional processing of fictional vs. real stimuli. Journal of Cognitive Neuroscience, University of Southern California.
  • Anderson, C. (2022). Long-term effects of media violence exposure. American Psychology Association, Iowa State University.
  • Gervais, S. (2020). Voyeurism and forbidden content consumption. Social Psychology Review, University of Nebraska.
  • Milgram, S. (1963). Behavioral study of obedience. Journal of Abnormal and Social Psychology, Yale University.
  • Virilio, P. (2005). Wojna i kino. Wydawnictwo Sic!, Warszawa.
Przemysław Cichoń
Przemysław Cichoń
Autor tekstów popularnonaukowych o mózgu, emocjach i codziennych decyzjach. Fascynuje się tym, jak działa nasza percepcja i dlaczego często mylimy się, nawet mając dobre intencje. Tworzy treści edukacyjne oparte na badaniach naukowych i literaturze psychologicznej.

2 KOMENTARZE

  1. Panie Przemysławie – proszę nie uogólniać i nie wciskać mi emocji, których nie czułem.
    Idąc tokiem rozumowania jaki pan przedstawił mogę powiedzieć, że oglądając dokumenty o mordowaniu ludzi przez SS odczuwa pan radość z palenia ich żywcem.

    • Dziękuję za komentarz. Nie było moją intencją przypisywanie Panu żadnych konkretnych emocji – jeśli odczytał Pan tekst jako personalny atak, to szczerze przepraszam. Tekst ma charakter prowokacyjny i celowo został napisany w formie ogólnej – jako zaproszenie do refleksji, nie jako akt oskarżenia wobec kogokolwiek z osobna.

      Porównanie z VIP-ami i mechanizmami emocjonalnymi miało na celu wskazanie pewnych psychologicznych podobieństw, które zachodzą w naszych mózgach niezależnie od intencji, nie zaś zrównanie fikcji z realną zbrodnią czy sugerowanie, że czerpie Pan satysfakcję z ludobójstwa – co byłoby zupełnie nie na miejscu.

      Rozumiem, że taka retoryka może budzić opór – i właśnie o ten opór, o to zadanie sobie pytania, które być może są niewygodne, chodziło mi najbardziej. Dziękuję, że Pan się do nich odnosi – nawet krytycznie. Taki był cel tekstu: rozpocząć rozmowę, nie ją zakończyć. Dodam, że ja sam oglądając ten serial zadawałem sobie mnóstwo pytań – i część z nich została przelana na „wirtualny papier” czego efektem jest ten artykuł.

      Pozdrawiam serdecznie
      Przemysław Cichoń

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najnowsze artykuły