środa, 22 kwietnia, 2026

Top 5 tygodnia

Powiązane artykuły

Filozofia i IdeePatriotyzm 2.0Uchodźcy? Czekaj, to ty nim będziesz
Artykuł

Uchodźcy? Czekaj, to ty nim będziesz

Lustro przyszłości

Patrzysz na nich przez szybę samochodu. Zmęczone twarze, wyblakłe ubrania, dzieci wtulone w ramiona rodziców. Granica węgiersko-austriacka. Kolejny kryzys uchodźczy, myślisz, przewijając wiadomości w telefonie. „Niech wracają do siebie”, ktoś komentuje pod artykułem. Kiwasz głową w milczącym porozumieniu. W radiu słychać dyskusję o procedurach azylowych, kwotach, obciążeniu systemów socjalnych. Normalność 2025 roku.

Nie wiesz jeszcze, że za trzy lata będziesz stał po drugiej stronie szyby. W kolejce po wodę. Z torbą zawierającą wszystko, co udało ci się zabrać. Z dzieckiem, które od tygodnia nie rozumie, dlaczego nie może wrócić do swojego łóżka. Z paszportem, który nagle stał się ciężarem, a nie przywilejem.

Nie wiesz jeszcze, że to ty będziesz „problemem migracyjnym”.

Czy naprawdę wierzysz, że linia oddzielająca obserwatora od uchodźcy jest nieprzekraczalna? Historia pokazuje, jak szybko stabilny świat może zamienić się w ruiny, jak szybko dostatek ustępuje głodowi, a bezpieczeństwo zmienia się w śmiertelne zagrożenie. Złudzenie, że „nas to nie dotyczy”, jest najniebezpieczniejszym złudzeniem naszych czasów. To nie kwestia „czy”, ale „kiedy” i „jak” nasze społeczeństwo zmierzy się z własnym exodusem.

Potrzebujemy tylko jednego konfliktu zbrojnego na wschodniej granicy, jednej katastrofy nuklearnej, jednego krachu ekonomicznego albo jednej serii lat z ekstremalnymi temperaturami, by znaleźć się dokładnie tam, gdzie dziś są ci, którymi gardzimy – w roli błagających o azyl, o łyk wody, o bezpieczne miejsce dla naszych dzieci.

Pamiętnik z niedalekiej przyszłości

15 sierpnia 2028

Czwarty dzień w obozie przejściowym pod Bratysławą. Wczoraj przyszły wiadomości, że Wiedeń wstrzymuje przyjmowanie nowych uchodźców. Setki tysięcy ludzi utknęło na granicy. My mieliśmy szczęście – dotarliśmy tu przed zamknięciem. Podobno jutro dotrą ciężarówki z Czerwonego Krzyża. Wody wystarczy jeszcze na dwa dni, jeśli racjonować. Zosia płacze po nocach. Pyta o swojego pluszowego królika, którego musieliśmy zostawić. Jak wytłumaczyć siedmiolatce, że królik był za duży, za ciężki, że musieliśmy wybrać między nim a dodatkową butelką wody i lekami dla babci?

Ktoś przyniósł wieści z północy. Mówią, że w Lublinie sytuacja się stabilizuje, że może będzie można wrócić za kilka miesięcy. Nikt w to nie wierzy. Nie po tym, co widzieliśmy.

Wczoraj rozpoznałem w kolejce po żywność profesora z Uniwersytetu Warszawskiego. Tego, który występował w telewizji, tłumaczył skomplikowane sprawy międzynarodowe. Stał przede mną – zmęczony, nieogolony, w tym samym ubraniu od tygodnia. Taki sam uchodźca jak ja. Inni w kolejce to lekarze, nauczyciele, programiści, prawnicy. Ci, którzy jeszcze trzy miesiące temu prowadzili normalne życie. Teraz wszyscy należymy do tej samej kategorii – displaced persons. Przesiedleńcy. Uchodźcy.

Austriacki wolontariusz, który rozdaje koce, powiedział wczoraj, że nie spodziewali się takiej fali. Że Europa nie jest przygotowana na miliony Polaków szturmujących granice. „Powinniście byli to przewidzieć” – rzucił, nie patrząc mi w oczy. Dokładnie te same słowa, które mówiłem, czytając o kryzysach migracyjnych w bezpiecznym, ciepłym mieszkaniu w Warszawie.

Ironia losu. Tyle razy słyszałem o „fali uchodźców”. Teraz jestem kroplą w tej fali.

To tylko fikcyjny scenariusz. Na razie. Ale historia uczy nas, że to, co wydaje się niemożliwe, często staje się rzeczywistością szybciej, niż ktokolwiek przypuszczał. Spytaj Syryjczyków, którzy jeszcze w 2010 roku mieszkali w jednym z najbardziej stabilnych i zamożnych krajów Bliskiego Wschodu. Spytaj Ukraińców, którzy 23 lutego 2022 roku kładli dzieci spać w ich łóżeczkach, planując następny dzień w szkole czy pracy. Spytaj Wenezuelczyków, którzy jeszcze dekadę temu żyli w jednej z najbogatszych gospodarek Ameryki Południowej.

Strukturalna kruchość naszego bezpieczeństwa

Iluzja geopolitycznej stabilności

„Polska jest bezpieczna jak nigdy w historii” – to zdanie słyszeliśmy wielokrotnie w ostatnich dekadach. NATO, Unia Europejska, amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa – wszystko to miało stworzyć parasol ochronny, pod którym możemy spokojnie budować dobrobyt. Wojna w Ukrainie brutalnie obnażyła kruchość tego przekonania.

Geograficznie Polska pozostaje w tym samym miejscu co przez stulecia – na pograniczu imperiów, na geopolitycznym usoku, który wielokrotnie był rozjeżdżany przez gąsienice czołgów i buty żołnierzy. Członkostwo w NATO jest wartościowym sojuszem obronnym, ale Historia zna wiele przypadków, gdy sojusze nie zadziałały lub zadziałały zbyt późno.

Prof. Bogdan Góralczyk, sinolog i były dyplomata, ostrzega: „Żyjemy w złudzeniu stabilności, która jest historycznym wyjątkiem, nie regułą. Tymczasem weszliśmy w okres głębokich przesunięć geopolitycznych, który może być porównywalny z czasem przed I wojną światową.”

Co stanie się, jeśli kolejna odsłona konfliktu rosyjsko-ukraińskiego rozleje się na polskie terytoria przygraniczne? Co jeśli kryzys w Tajwanie doprowadzi do globalnej konfrontacji, w której Europa stanie się jednym z pól bitwy? Co jeśli wewnętrzne napięcia w NATO doprowadzą do jego osłabienia lub rozpadu?

Klimatyczna bomba zegarowa

Polskie rzeki wysychają. Poziom wód gruntowych dramatycznie spada. Ekstremalne zjawiska pogodowe – od susz po powodzie – stają się nową normalnością. Według raportu Polskiej Akademii Nauk z 2023 roku, do 2050 roku ponad 30% terytorium Polski może doświadczyć poważnego deficytu wody, który zagrozi zarówno rolnictwu, jak i dostawom wody pitnej dla mieszkańców dużych miast.

Przeczytaj też:  Zabiją cię z drona – nie zdążysz być bohaterem

Prof. Zbigniew Karaczun z SGGW alarmuje: „Nie przygotowaliśmy się na konsekwencje zmian klimatu. Infrastruktura wodna jest przestarzała, systemy retencji niewystarczające, a urbanistyka ignoruje rosnące ryzyko powodzi błyskawicznych i miejskich wysp ciepła.”

Co stanie się, jeśli kolejne lata przyniosą bezprecedensowe susze, które unieruchomią elektrownie, zniszczą plony i doprowadzą do racjonowania wody w miastach? Co jeśli fala upałów powyżej 40 stopni Celsjusza uczyni życie w betonowych metropoliach nieznośnym? Co jeśli rosnący poziom mórz połączony z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi uczyni wybrzeże Bałtyku miejscem niezdatnym do zamieszkania?

Ekonomiczna kruchość

Polska gospodarka, mimo imponującego wzrostu, pozostaje zależna od globalnych łańcuchów dostaw, kapitału zagranicznego i eksportu do krajów UE. Ta zależność czyni ją podatną na zewnętrzne wstrząsy – od pandemii, przez kryzysy energetyczne, po załamania rynków finansowych.

Dr hab. Marcin Piątkowski, ekonomista Banku Światowego, zauważa: „Polski sukces gospodarczy opiera się na kilku filarach, które mogą być mniej stabilne, niż się wydaje – niskich kosztach pracy, transferach z UE i relatywnie taniej energii. Wszystkie te przewagi konkurencyjne są zagrożone.”

Co stanie się, jeśli kolejny globalny kryzys finansowy doprowadzi do masowego wycofania kapitału z rynków wschodzących? Co jeśli gwałtowny wzrost cen energii uczyni polski przemysł niekonkurencyjnym? Co jeśli napięcia polityczne doprowadzą do ograniczenia lub wstrzymania transferów z UE, od których zależy znaczna część polskich inwestycji publicznych?

Gdy nadchodzi exodus

Anatomia ucieczki – psychologia decyzji

„Nie zostawimy naszego domu” – to pierwsze, instynktowne stanowisko większości ludzi stojących w obliczu kryzysu. Badania socjologiczne pokazują, że decyzja o ucieczce jest jedną z najtrudniejszych, jakie człowiek może podjąć. Wiąże się z porzuceniem nie tylko materialnego dorobku, ale także tożsamości, statusu społecznego, sieci kontaktów – wszystkiego, co definiuje nasze miejsce w świecie.

Dr Karolina Sobczak-Szelc z Ośrodka Badań nad Migracjami UW wyjaśnia: „Decyzja o ucieczce rzadko jest pojedynczym, racjonalnym wyborem. To raczej seria małych kroków, adaptacji i punktów krytycznych. Ludzie najpierw próbują wszystkich innych strategii przetrwania – ograniczania konsumpcji, sprzedaży majątku, wewnętrznej migracji. Dopiero gdy te strategie zawodzą, decydują się na przekroczenie granicy.”

To właśnie dlatego uchodźcy przybywają często z niewielkim dobytkiem i opowieściami o dramatycznych wydarzeniach – nie dlatego, że od początku planowali ucieczkę, ale dlatego, że zwlekali do ostatniej chwili, wierząc, że sytuacja się poprawi.

17 sierpnia 2028

Dziś spotkałem Andrzeja z Krakowa. Staliśmy razem w kolejce po dokumenty tymczasowe. Opowiedział mi swoją historię. Przez pierwsze dwa miesiące kryzysu był przekonany, że to wszystko tymczasowe. Że władze sobie poradzą. Że wojsko ochroni granice. Że zawsze można wytrzymać. Sprzedał samochód, by płacić za coraz droższe jedzenie. Potem biżuterię żony. W końcu meble z mieszkania – za butelkę wody płacono już wtedy równowartość przedwojennych 50 euro.

Decyzję o ucieczce podjął dopiero, gdy zobaczył sąsiada leżącego na klatce schodowej. Zmarł z odwodnienia. Służby nie przyjeżdżały już po ciała. Wtedy wziął córkę, dwie butelki wody i ruszył pieszo na południe. Jak tysiące innych.

„Najgorsze jest to,” powiedział mi, „że mogliśmy wyjechać wcześniej. Miałem oszczędności, samochód, znajomych za granicą. Ale wierzyłem, że jakoś to będzie. Że nas to nie dotknie. Że jestem Europejczykiem w XXI wieku, nie uchodźcą z jakiegoś kraju trzeciego świata”.

Ta sama historia powtarza się w setkach wersji. Wszyscy myśleliśmy, że jesteśmy wyjątkowi. Że nas to nie dotyczy.

Gdy granice stają się murami

Europa od lat wzmacnia swoje granice. Systemy nadzoru elektronicznego, patrole, zasieki, procedury azylowe zaprojektowane tak, by zniechęcać, a nie pomagać – wszystko to budowano z myślą o „innych”, którzy chcieliby się dostać do europejskiego raju. Co stanie się, gdy to my znajdziemy się po drugiej stronie tych murów?

Dr Adam Leszczyński, historyk i publicysta, zauważa gorzko: „Europa zbudowała fortecę, by chronić swój dobrobyt przed obcymi. Ironia polega na tym, że forteca może wkrótce powstrzymywać przepływ uchodźców z jej własnych peryferii do centrum. Polacy, Bułgarzy, Rumuni mogą zostać nowymi 'niechcianymi’, takimi jak dziś Syryjczycy czy Afgańczycy.”

Historia uczy, że solidarność w obliczu kryzysu uchodźczego rzadko przekracza granice narodowe i kulturowe. Każdy kraj myśli przede wszystkim o sobie. W 2015 roku Europa przyjęła ponad milion uchodźców z Syrii, ale próba wprowadzenia systemu relokacji spotkała się z ostrym sprzeciwem wielu krajów, w tym Polski. Co stanie się, gdy to Polacy będą potrzebować podobnej solidarności?

Co więcej, Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontex) od lat rozwija technologie nadzoru granic – od dronów po sztuczną inteligencję analizującą wzorce migracji. Te same technologie, które dziś powstrzymują migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, mogą jutro być użyte przeciwko uchodźcom z Polski czy innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Przeczytaj też:  Konsensualna halucynacja. Dlaczego rysujemy kreski na piasku i oddajemy za nie życie?

Status uchodźcy – od podmiotu do przedmiotu polityki

Być uchodźcą to nie tylko stracić dom, ale także autonomię, podmiotowość, kontrolę nad własnym życiem. To stać się przedmiotem procedur administracyjnych, decyzji politycznych, nastrojów społecznych w kraju przyjmującym.

Prof. Maciej Duszczyk, ekspert ds. migracji, wyjaśnia: „Status uchodźcy to paradoksalny stan zawieszenia. Z jednej strony jesteś chroniony przez prawo międzynarodowe, z drugiej – twoje życie zależy od decyzji urzędników, którzy oceniają 'wiarygodność’ twojej historii. Twoje kwalifikacje często nie są uznawane, twoja przeszłość przestaje się liczyć, a przyszłość zależy od procedur, na które nie masz wpływu.”

Ta utrata podmiotowości jest szczególnie bolesna dla osób z klasy średniej i wyższej, przyzwyczajonych do poczucia sprawczości i kontroli nad własnym życiem. Profesor uniwersytetu staje się numerem w systemie azylowym, lekarz nie może praktykować bez uznania dyplomu, przedsiębiorca traci swoje kontakty biznesowe i reputację.

20 sierpnia 2028

Dzisiaj pierwszy dzień w obozie przejściowym w Linzu. Lepiej zorganizowany niż ten na Słowacji. Mamy łóżka, ciepłą wodę, trzy posiłki dziennie. Ale też nowy system – opaski z kodami QR. Wszystko rejestrowane – kiedy jemy, kiedy korzystamy z prysznica, kiedy odbieramy przydział ubrań. Jak w więzieniu, tylko że nie popełniliśmy żadnego przestępstwa.

Wczoraj przesłuchanie wstępne. Młoda urzędniczka, chyba niewiele starsza od Zosi, wypytywała o powody ucieczki. Mówiłem o braku wody, o zamieszkach, o tym jak wojsko strzelało do ludzi próbujących dostać się do magazynów z żywnością. Notowała wszystko z kamienną twarzą. W pewnym momencie zapytała: „Ale dlaczego pan nie został w kraju? Przecież to Europa, nie strefa wojny”.

Jak jej wytłumaczyć, że wojna nie zawsze przychodzi w postaci bomb? Że można umrzeć z pragnienia w centrum europejskiej stolicy? Że system może się załamać w ciągu kilku tygodni?

Potem pytała o moją pracę. Powiedziałem, że byłem dyrektorem działu w firmie technologicznej. Skinęła głową bez zainteresowania. Tu nikt nie pyta o twoje CV. Jesteś uchodźcą – to twoja nowa tożsamość, nowy zawód, nowe życie.

Odwrócenie perspektywy – lekcja empatii

Granice empatii i wyobraźni

Dlaczego tak trudno nam wyobrazić sobie siebie w roli uchodźcy? Psychologia poznawcza sugeruje, że mamy wbudowany mechanizm obronny przed takimi wyobrażeniami. To tzw. „optymistyczne zniekształcenie poznawcze” – tendencja do wierzenia, że złe rzeczy przydarzają się innym, nie nam.

Dr Tomasz Grzyb, psycholog społeczny, wyjaśnia: „Mózg broni się przed wizją utraty wszystkiego, co znamy i kochamy. To zbyt przerażające, by na co dzień o tym myśleć. Dlatego budujemy narracje, które podkreślają różnice między nami a uchodźcami – 'oni’ są z innych kultur, innych religii, innych części świata. To pozwala nam wierzyć, że ich los nas nie dotyczy.”

Ten mechanizm obronny jest wzmacniany przez media i polityków, którzy przedstawiają uchodźców jako fundamentalnie „innych” – kulturowo, etnicznie, religijnie. To pozwala podtrzymywać iluzję, że między „nami” a „nimi” istnieje nieprzekraczalna granica.

Gdy role się odwracają

Historia pokazuje jednak, że role mogą się odwrócić szybciej, niż przypuszczamy. Europa ma bogate doświadczenie bycia nie tylko miejscem docelowym, ale i źródłem uchodźców. W czasie II wojny światowej miliony Europejczyków szukały schronienia na innych kontynentach. Podczas wojny domowej w Hiszpanii setki tysięcy Hiszpanów uciekły do Francji. Po powstaniu węgierskim w 1956 roku około 200 tysięcy Węgrów opuściło kraj.

Polska również ma bogatą historię emigracji – od powstań narodowych XIX wieku, przez II wojnę światową, po emigrację lat 80. W 1981 roku, po wprowadzeniu stanu wojennego, dziesiątki tysięcy Polaków szukały azylu politycznego na Zachodzie.

Prof. Jan Grabowski, historyk, przypomina: „Warto pamiętać, że Polacy byli kiedyś przyjmowani jako uchodźcy w krajach Bliskiego Wschodu. Podczas II wojny światowej Iran przyjął około 120 tysięcy polskich uchodźców, głównie kobiety i dzieci ewakuowane z ZSRR. To przypomnienie, że história migracji jest złożona i role gospodarzy i gości mogą się zmieniać.”

Nauka empatii

Wyobrażenie sobie siebie jako uchodźcy może być bolesnym, ale koniecznym ćwiczeniem w empatii. To nie tylko moralne wyzwanie, ale także praktyczna umiejętność, która może okazać się przydatna w niepewnych czasach.

Dr Katarzyna Nowak, psycholog międzykulturowy, sugeruje: „Warto zadać sobie pytania: Co zabrałbym ze sobą, gdybym miał 15 minut na spakowanie się? Gdzie udałbym się najpierw? Kto przyjąłby mnie i moją rodzinę? Jakie umiejętności byłyby przydatne w nowej rzeczywistości? Te pytania to nie tylko ćwiczenie empatii wobec dzisiejszych uchodźców, ale także praktyczne przygotowanie na niepewną przyszłość.”

Przygotowanie zamiast wyparcia

Osobista odporność – nowa kompetencja XXI wieku

Zamiast wypierać możliwość kryzysu, możemy budować odporność – osobistą, rodzinną i społeczną. Odporność nie oznacza paranoi czy życia w ciągłym strachu, ale praktyczne przygotowanie na różne scenariusze.

Przeczytaj też:  Wojna przyjdzie do Polski i nikt nie zapyta, czy jesteś gotowy

Dr Wojciech Wilk, prezes Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej, który organizował pomoc dla uchodźców na całym świecie, radzi: „Każdy powinien mieć plan B i C. To nie jest panikowanie, to rozsądne przygotowanie. Dodatkowe źródło dochodu, umiejętności przydatne w różnych kontekstach, sieć kontaktów międzynarodowych, podstawowa znajomość procedur azylowych – te rzeczy mogą okazać się bezcenne w sytuacji kryzysowej.”

W praktyce oznacza to:

  • Dywersyfikację oszczędności i aktywów
  • Inwestycję w umiejętności transferowalne (przydatne w różnych krajach i kontekstach)
  • Budowanie międzynarodowej sieci kontaktów
  • Znajomość kilku języków obcych
  • Posiadanie aktualnych dokumentów podróży dla całej rodziny
  • Podstawową wiedzę o prawie międzynarodowym i procedurach azylowych

Solidarność jako polisa ubezpieczeniowa

Sposób, w jaki traktujemy dzisiejszych uchodźców, może określić, jak my sami będziemy traktowani, jeśli kiedyś znajdziemy się w podobnej sytuacji. To nie tylko kwestia moralności, ale także praktycznej dalekowzroczności.

Prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog, zauważa: „Społeczeństwa budujące kulturę solidarności i pomocy są lepiej przygotowane na kryzysy. To nie tylko kwestia infrastruktury czy zasobów materialnych, ale także kapitału społecznego – zaufania, wzajemności, gotowości do współpracy. Te cechy decydują o odporności społeczeństwa w obliczu wstrząsów.”

Badania pokazują, że społeczności o wyższym poziomie zaufania społecznego i silniejszych więziach międzyludzkich lepiej radzą sobie w sytuacjach kryzysowych – od katastrof naturalnych po załamania gospodarcze. Budowanie takiej kultury solidarności to nie tylko moralna powinność, ale także inwestycja w przyszłość.

Polityka przezorności – myślenie w horyzoncie pokoleń

Na poziomie politycznym potrzebujemy przejścia od krótkoterminowego zarządzania kryzysowego do długofalowej polityki przezorności. To oznacza poważne traktowanie zagrożeń egzystencjalnych – od zmian klimatycznych, przez konflikty zbrojne, po kryzysy gospodarczy i zdrowotny.

Prof. Przemysław Śleszyński, geograf z PAN, argumentuje: „Potrzebujemy planowania przestrzennego i infrastrukturalnego, które uwzględnia scenariusze kryzysowe. To oznacza inwestycje w odporność systemów wodnych, energetycznych i transportowych, tworzenie strategicznych rezerw żywności i leków, projektowanie miast odpornych na ekstremalne zjawiska pogodowe.”

Takie przygotowanie to nie pesymizm, ale realizmem. To uznanie, że świat zmienia się szybciej, niż większość z nas jest gotowa przyznać, a przekraczanie kolejnych punktów krytycznych – klimatycznych, geopolitycznych, społecznych – staje się nie wyjątkiem, ale regułą.

Epilog: Druga strona szyby

1 września 2028

Dziś dostaliśmy przydział mieszkania w małym miasteczku w Górnej Austrii. Dwa pokoje w budynku socjalnym. Łóżka, stół, krzesła – wszystko używane, ale czyste. Zosia od razu zaczęła rysować. Pierwszy rysunek od miesięcy. Narysowała nasz stary dom w Polsce, z dużym, czerwonym X na środku. Potem narysowała nowy dom – mniejszy, ale z uśmiechniętymi twarzami.

Po południu poznaliśmy sąsiadów. Starsze austriackie małżeństwo z naprzeciwka przyniosło nam ciasto i zabawki dla Zosi. Nie mówili po polsku, my słabo po niemiecku, ale jakoś się dogadaliśmy. Pytali o naszą historię. Słuchali uważnie, bez osądzania. Na koniec pani Müller uścisnęła moją rękę i powiedziała: „Mój ojciec był uchodźcą po wojnie. Wiem, co to znaczy zaczynać od nowa”.

Jutro pierwsza wizyta w lokalnym urzędzie pracy. Podobno szukają ludzi z moim doświadczeniem. Nie będzie to ta sama pozycja, nie te same pieniądze, ale to początek. Nauczycielka Zosi mówi, że dzieci szybko uczą się języka. Za rok będzie mówiła po niemiecku lepiej niż ja.

Wieczorem przeczytałem wiadomość, że sytuacja w Polsce powoli się stabilizuje. Międzynarodowa pomoc dotarła, systemy wodociągowe są naprawiane. Może za kilka lat będziemy mogli wrócić. Albo może to tutaj stanie się naszym domem. W tej chwili nie potrafię myśleć tak daleko. Liczy się dziś – dach nad głową, bezpieczeństwo, nowy początek.

Zrozumiałem jedną rzecz – dom to nie miejsce. To poczucie bezpieczeństwa. To świadomość, że twoje dziecko ma przyszłość. I że niezależnie od tego, jak daleko musisz uciec, zawsze nosisz w sobie cząstkę miejsca, z którego pochodzisz.

Patrzysz przez szybę samochodu. Zmęczone twarze, wyblakłe ubrania, dzieci wtulone w ramiona rodziców. Granica węgiersko-austriacka. Tym razem patrzysz inaczej. Bo teraz wiesz, że to mógłbyś być ty. Że granica między obserwatorem a uchodźcą jest cieńsza niż kartka papieru. Że los, który wydaje się odległy i obcy, może stać się twoim losem szybciej, niż zdążysz się spakować.

I może ta świadomość jest pierwszym krokiem ku empatii, która nie jest tylko abstrakcyjnym ideałem, ale praktyczną umiejętnością przetrwania w niepewnych czasach.

Źródła i inspiracje

  1. Bauman, Zygmunt, „Obcy u naszych drzwi” (2016)
  2. Betts, Alexander, Collier, Paul, „Refuge: Transforming a Broken Refugee System” (2017)
  3. Klein, Naomi, „Doktryna szoku: Jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne” (2008)
  4. Ozdemir, Vural i in., „Collective Crisis Intelligence for Preparedness” (2021)
  5. Snyder, Timothy, „Czarna ziemia. Holokaust jako ostrzeżenie” (2015)

Jakub Poniewierski
Jakub Poniewierskihttps://racjonalia.pl
Pisze, bo lubi wątpić. Filozofia była pierwsza i zawsze pozostanie w jego sercu, ale szybko zrozumiał, że ciekawe rzeczy dzieją się również między neuronem a duszą – czyli w miejscu, które trudno zdefiniować. Nie lubi uproszczeń, ale kocha dobre porównania. Czasem przygląda się ludziom z naukową ciekawością, czasem z literackim niepokojem.

2 KOMENTARZE

  1. Granice to iluzja bezpieczeństwa. Wystarczy jeden kryzys i sam się zastanawiasz, gdzie uciekać z dziećmi. To masakra co się teraz dzieje i lepiej żeby ta wojna na Ukrainie się w końcu zakończyła…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najnowsze artykuły