12 października 1492 roku marynarz o nazwisku Rodrigo de Triana krzyknął z masztu „Tierra!” co oznacza po prostu „ziemia!” i wtedy świat się zmienił. Albo może wcale nie? Może świat wyglądałby identycznie, gdyby Krzysztof Kolumb płynący na tym samym statku nigdy nie opuścił europejskiego portu i nie odkrył Ameryki? A może żyjemy dziś w jedynym z miliona możliwych światów, w którym przypadek zdecydował o wszystkim?
Ten wstęp może wydać ci się niedorzeczny ale kryje się za nim pewien niesamowity problem myślowy. Czy wielkie wydarzenia historyczne są nieuniknione jak wschód słońca albo prawa fizyki, czy przypadkowe jak rzut kostką? Czy bez tego jednego żeglarza pochodzącego z Genui ktoś inny odkryłby Amerykę rok później, dekadę później, czy może w ogóle nikt nigdy aż do wynalezienia na przykład samolotów?
I co to mówi o naturze historii – czy to deterministyczna maszyna, w której wszystko jest nieuniknione czy chaotyczny taniec przypadków? Przygotuj się na podróż przez światy, które mogły być. Niektóre lepsze, inne gorsze, wszystkie równie prawdopodobne jak ten, w którym właśnie żyjemy.
Dlaczego w ogóle Kolumb?

Zacznijmy od podstaw. Krzysztof Kolumb to włoski żeglarz, który w 1492 roku popłynął na zachód, szukając drogi do Azji, a zamiast tego trafił na kontynent, o którym Europa nie wiedziała.
Kolumb jeszcze przed startem popełnił podstawowy błąd w obliczeniach. Sądził, że Ziemia ma około 25 tysięcy kilometrów obwodu (prawdziwy obwód to 40 tysięcy), a Azja rozciąga się znacznie dalej na wschód, niż w rzeczywistości. Według jego wyliczeń, od Hiszpanii do Chin było raptem 4 tysiące kilometrów żeglugi. Prawdziwa odległość to było jednak 20 tysięcy kilometrów przez Pacyfik.
Gdyby nie było Ameryki, Kolumb i jego załoga zginęliby z głodu gdzieś na środku oceanu. Pamiętalibyśmy go jako kolejnego szaleńca, który przepadł bez śladu. Zamiast tego przypadkowo natknął się na dwa kontynenty i został najsłynniejszym odkrywcą w historii.
Tylko czy to rzeczywiście był przypadek? Może historia zawsze znajduje sposób, żeby się wydarzyć dokładnie taką jaką ją znamy?

Dwa spojrzenia na historię: Rzeka czy ruletka?
Wyobraź sobie historię jako wielką rzekę. Może płynąć różnymi korytami, ale zawsze znajdzie drogę do morza. W tej wizji Kolumb to tylko jeden z wielu możliwych odkrywców – gdyby nie on, to ktoś inny dotarłby do Ameryki, może rok później, może pięć lat, ale na pewno by dotarł.
Dlaczego? Bo Europa końca XV wieku to kotłująca się mieszanka technologii, pieniędzy i desperacji. Kompas i astrolabium (instrumenty nawigacyjne) już istnieją. Karawele (szybkie statki oceaniczne) są dostępne. Imperium Osmańskie (~Turcja) blokuje tradycyjne szlaki handlowe do Azji, zmuszając Europejczyków do szukania nowych dróg. Złoto z Afryki nie wystarcza na rosnące potrzeby gospodarki.
W tej sytuacji ekspansja oceaniczna jest nieunikniona jak woda płynąca z góry. Kolumb to tylko przypadkowy wykonawca wyroku historii.
Jest też druga wizja: historia jako gigantyczna ruletka, gdzie malutkie zdarzenia wywołują ogromne konsekwencje. W tej perspektywie odkrycie Ameryki mogło się opóźnić o dekady, stulecia, a może w ogóle nigdy nie nastąpić w formie, którą znamy.
Co musiało się zdarzyć, żeby Kolumb wypłynął?
Żeby zrozumieć, jak bardzo przypadkowy był sukces Kolumba, wystarczy policzyć, ile rzeczy musiało się idealnie złożyć.
Po pierwsze, potrzebował pieniędzy. Przez osiem lat jeździł po europejskich dworach z mapami, próbując przekonać monarchów do sfinansowania wyprawy. Najpierw odrzucili go Portugalczycy (mieli rację – jego obliczenia były błędne). Potem Anglicy. Potem Francuzi. W końcu trafił do Hiszpanii, gdzie królowa Izabela Kastylijska – po latach wahania – zgodziła się dać mu pieniądze.
Dlaczego Izabela zmieniła zdanie? Bo właśnie zakończyła wojnę z Maurami, odbijając ostatnie muzułmańskie królestwo w Hiszpanii. Miała wolne pieniądze i chciała kontynuować „świętą wojnę” przeciwko islamowi, szukając sojuszników w Azji. Gdyby wojna trwała rok dłużej, Kolumb mógłby nigdy nie dostać finansowania.
Po drugie, potrzebował odpowiedniej technologii. Karawele były stosunkowo nowym wynalazkiem – szybkie, stabilne statki zdolne do długich podróży oceanicznych. Gdyby wypłynął 50 lat wcześniej, jego okręty prawdopodobnie nie przetrwałyby sztormów atlantyckich.

Po trzecie, miał szczęście do pogody. Atlantyk jesienią 1492 roku był spokojny. Gdyby natrafił na jeden z tych niszczycielskich sztormów, które regularnie nawiedzają ocean, nigdy by nie dotarł do celu.
Po czwarte, trafił akurat na wyspy Karaibskie – stosunkowo blisko Europy w porównaniu do innych części Ameryki i z ludnością, która nie stawiała zbrojnego oporu. Gdyby pierwszym lądem, który zobaczył, było wybrzeże Brazylii z jego gęstymi lasami i wojowniczymi plemionami, historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej.
Jeden element nie na miejscu – i zamiast odkrywcy mamy morską tragedię.
Scenariusz pierwszy: Portugalia panuje nad oceanami
A teraz wyobraź sobie świat, w którym Kolumb nigdy nie przekonał Izabeli do swojego projektu. Co by się stało?
Portugalia już w 1488 roku, za sprawą Bartolomeu Diasa, dotarła do południowego krańca Afryki. W 1498 roku Vasco da Gama dopłynął do Indii, otwierając nową drogę handlową do Azji. Portugalczycy byli wtedy najlepszymi żeglarzami świata – systematyczni, ostrożni, skuteczni.
W naszym alternatywnym świecie Portugalczycy nie poprzestają na drodze do Indii. Zaczynają systematycznie eksplorować Atlantyk Zachodni. W 1500 roku Pedro Álvares Cabral rzeczywiście „przypadkowo” odkrył Brazylię (to prawda historyczna – płynął do Indii, ale zaniosło go za daleko na zachód). W naszej wersji nie poprzestaje na tym, lecz kontynuuje eksplorację na północ.
Około 1510 roku portugalskie ekspedycje docierają do wybrzeży dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. Ale w przeciwieństwie do Hiszpanów, Portugalczycy nie szukają złota – interesuje ich handel. Tworzą sieć faktori handlowych (umocnionych punktów handlowych) od Brazylii po Kanadę.
W tym świecie Lizbona staje się centrum gigantycznego imperium handlowego obejmującego Brazylię, Indie, Indonezję i wybrzeże Ameryki Północnej. Portugalczycy kontrolują przyprawy z Azji, drewno z Brazylii, futra z Kanady i ryby z Nowej Fundlandii.
Hiszpania, pozbawiona bogactw amerykańskich, nigdy nie staje się hegemonem Europy. To oznacza, że wojna trzydziestoletnia (1618-1648) – najkrwawszy konflikt w historii Europy przed XX wiekiem – może w ogóle nie wybuchnąć. Francja nie musi walczyć z potęgą habsburską o dominację europejską.
Czy ten świat byłby lepszy? Portugalczycy byli generalnie mniej brutalni od Hiszpanów w kontaktach z tubylcami. Interesował ich handel, nie podboje. Może miliony Indian uniknęłyby zagłady. Z drugiej strony, bez masowego napływu srebra i złota z Ameryki Europa mogła rozwijać się wolniej, co oznaczałoby opóźnienie rewolucji naukowej i przemysłowej.
Scenariusz drugi: Niemożliwe staje się możliwe – Aztekowie odkrywają Europę
To brzmi jak szaleństwo, ale wcale nie jest niemożliwe. Kluczem jest zrozumienie, dlaczego cywilizacje amerykańskie tak szybko upadły po 1492 roku.
Odpowiedź to choroby. Europejczycy przez tysiące lat żyli w bliskim kontakcie ze zwierzętami domowymi – krowami, świniami, koniami, kurami. Te zwierzęta przeniosły na ludzi dziesiątki chorób zakaźnych: ospę, grypę, dur. Generacja za generacją Europejczycy budowali odporność na te choroby.
Amerykanie nie mieli zwierząt domowych (poza lamami w Peru i indykami w Meksyku). Gdy w 1492 roku Europejczycy przywieźli swoje choroby do Ameryki, wyniszczyły one od 90% do 95% tubylczej ludności w ciągu stulecia. To była demograficzna katastrofa bez precedensu w historii ludzkości.
Ale co, gdyby tego kontaktu nie było? Co, gdyby cywilizacje amerykańskie miały kolejne 200-300 lat na rozwój technologiczny?
Imperium Azteckie w 1492 roku było potęgą militarną kontrolującą znaczną część dzisiejszego Meksyku. Miało zaawansowaną matematykę (znali zero niezależnie od Hindusów), precyzyjny kalendarz, monumentalną architekturę i skuteczny system administracyjny. Majowie wcześniej rozwinęli pismo hieroglificzne i astronomię na poziomie porównywalnym z egipskim.
Co brakowało tym cywilizacjom? Głównie metalurgii żelaza (używali obsydianu, który jest ostrzejszy od stali, ale bardziej kruchy), kół do transportu (znali je, ale używali tylko w zabawkach) i zwierząt pociągowych (nie mieli koni ani wołów).
Tylko, że te braki nie były nieusuwalnie. W ciągu 200-300 lat dodatkowego rozwoju Aztekowie mogli opanować metalurgię żelaza, zacząć używać kół w transporcie i hodowli, a może nawet rozwinąć żeglugę oceaniczną.

Wyobraź sobie świat, w którym około 1700 roku pierwsza aztecka flota przekracza Atlantyk. Europejczycy, pogrążeni w wojnach religijnych i dynastycznych, zostają zaskoczeni pojawieniem się okrętów z zachodu. Aztekowie widzą kontynent podzielony na małe, wojujące ze sobą królestwa, wyniszczane chorobami (nie mają odporności na choroby amerykańskie, które teoretycznie mogłyby zostać przywiezione w drugą stronę).
To, co Europejczycy zrobili z Ameryką w XVI wieku, Amerykanie mogliby teoretycznie zrobić z Europą w XVIII. Ale czy zrobiliby? Cywilizacje amerykańskie nie miały tradycji ekspansji zamorskiej. Może zamiast podboju byłby to pokojowy kontakt handlowy?
Scenariusz trzeci: Świat bez Ameryki (przynajmniej przez długi czas)
Co, gdyby wszystkie wyprawy na zachód kończyły się katastrofą? Gdyby ocean okazał się zbyt szeroki, sztormy zbyt niszczycielskie, a kontakt między Starym a Nowym Światem nastąpił dopiero w XIX lub XX wieku?
W tym świecie historia Europy wygląda zupełnie inaczej. Bez masowego napływu srebra i złota z Ameryki (historycy szacują, że do końca XVI wieku do Europy trafiło 180 ton złota i 16 tysięcy ton srebra) nie ma „rewolucji cenowej” – gwałtownej inflacji, która przebudowała europejską gospodarkę.
Bez taniego cukru z plantacji karaibskich nie ma ekonomicznego uzasadnienia dla masowego handlu niewolnikami. Afryka nie zostaje wyniszczona przez eksport ludzi – w ciągu 400 lat wywieziono stamtąd około 12 milionów ludzi, co zatrzymało rozwój całego kontynentu.
Bez ziemniaków z Ameryki (które stały się podstawą diety w Irlandii, Polsce i innych krajach) Europa wielokrotnie doświadcza klęsk głodu. Populacja rośnie wolniej, miasta rozwijają się powoli, a rewolucja przemysłowa może się opóźnić o stulecia.
Z drugiej strony, bez konkurencji z tanimi surowcami amerykańskimi, Chiny i Indie pozostają centrami światowej gospodarki. To może oznaczać, że rewolucja przemysłowa zaczyna się w Azji, a nie w Europie. Może to Chiny wynajdują maszynę parową, a nie James Watt?
Gdyby kontakt nastąpił dopiero w XIX wieku, byłby zupełnie inny. Zamiast konkwistadorów z mieczami i arkebuzy, Amerykanie mieliby do czynienia z Europejczykami dysponującymi maszynami parowymi, telegrafem i nowoczesnymi lekami. Ale cywilizacje amerykańskie też miałyby dodatkowe 300 lat na rozwój.
Co decyduje: przypadek czy konieczność?
Współczesna nauka oferuje fascynujące spojrzenie na ten problem. Teoria chaosu pokazuje, że w systemach złożonych (a historia ludzkości to chyba najbardziej złożony system, jaki znamy) mikroskopijne zmiany mogą prowadzić do radykalnie różnych rezultatów.
To tak zwany „efekt motyla” – teoretycznie machnięcie skrzydeł motyla w Brazylii może wywołać tornado w Teksasie. Ta niewiarygodna koncepcja stworzona w latach 60. przed słynnego metereologa zakłada, że nawet niewielkie, pozornie nic nieznaczące zmiany mogą wpłynąć na wszystko dookoła w ogromnej skali. I to się zgadza i potwierdza w modelach pogodowych – atmosfera Ziemi jest na tyle złożona, że niemożliwe jest przewidywanie pogody więcej niż kilka dni naprzód, właśnie z powodu tej wrażliwości na minimalne zmiany.

Historia może działać podobnie. Kolumb dostaje malariię i nigdy nie dociera do dworu Izabeli. Albo jeden sztorm więcej na Atlantyku niszczy jego flotę. Albo pierwszy Indian, którego spotyka, jest wojownikiem, a nie miernym rybakiem. Każda z tych mikroskopijnych zmian mogła zmienić bieg historii.
Z drugiej strony istnieje teoria, że duże systemy społeczne mają tendencję do samoregulacji i podążania w określonych kierunkach niezależnie od indywidualnych działań. To jak temperatura w pomieszczeniu – możesz otworzyć okno, ale system grzewczy w końcu przywróci równowagę.
W tej perspektywie technologie rozwijają się według własnych praw, niezależnie od tego, kto konkretnie je wynajduje. Jeśli społeczeństwo potrzebuje określonego rozwiązania i ma odpowiednie podstawy technologiczne, ktoś to rozwiązanie znajdzie. Gdyby nie było Newtona, ktoś inny sformułowałby prawo grawitacji. Gdyby nie było Edisona, ktoś inny wynalazłby żarówkę.
Może prawda leży pośrodku? Może niektóre trendy historyczne są nieuniknione (rozwój technologii, wzrost populacji, urbanizacja), ale konkretna forma, jaką przyjmują, zależy od przypadków i decyzji jednostek?
Jak myśleć o historii alternatywnej?
Historia alternatywna to nie science fiction – to poważna metoda badawcza używana przez historyków i ekonomistów. Nazywa się „historia kontrfaktualna” i polega na systematycznym analizowaniu tego, co mogło się stać, gdyby kluczowe wydarzenia potoczyły się inaczej.
Dlaczego to ważne? Bo pomaga zrozumieć, które czynniki były naprawdę kluczowe dla przebiegu historii, a które tylko wydają się ważne z perspektywy czasu. Kiedy pytamy „co by było, gdyby…”, zmuszamy się do myślenia o przyczynach i skutkach, o tym, co było nieuniknione, a co przypadkowe.
Na przykład: czy I wojna światowa musiała wybuchnąć w 1914 roku? Czy może wystarczyłoby, żeby arcyksiążę Franciszek Ferdynand pojechał inną trasą w Sarajewie i uniknął zamachu? A może napięcia w Europie były już tak duże, że guerra znajdziałaby inny pretekst?
Albo: czy wynalezienie komputera było nieuniknione w połowie XX wieku? Czy może bez geniuszu Alana Turinga i potrzeb wojennych świat mógłby czekać na rewolucję cyfrową do XXI wieku?
Te pytania nie mają jednoznacznych odpowiedzi, ale samo ich zadawanie pomaga lepiej zrozumieć mechanizmy historii.
Co zostaje pewne w niepewnym świecie?
Jedno wydaje się niemalże pewne: gdyby nie było konkretnie Krzysztofa Kolumba, świat wyglądałby inaczej. Może tylko trochę inaczej – Ameryka zostałaby odkryta dekadę później przez portugalskiego żeglarza. A może radykalnie inaczej – kontakt między kontynentami nastąpiłby dopiero w XVII wieku, zmieniając całą trajektorię rozwoju ludzkości.
Ale czy oznacza to, że jednostka może zmienić bieg historii? Czy przypadek rządzi światem? Czy może historia to jak jazda samochodem po autostradzie – możesz jechać różnymi pasami, z różną prędkością, ale kierunek w dużej mierze jest wyznaczony?
Prawdopodobnie odpowiedź brzmi: wszystko naraz. Historia to złożona interakcja między nieuniknionymi trendami (demograficznymi, technologicznymi, ekonomicznymi) a nieprzewidywalnymi decyzjami jednostek i przypadkowymi zdarzeniami.
Kolumb to doskonały przykład tej złożoności. Z jednej strony jego wypłania był możliwa dzięki konkretnym warunkom historycznym: rozwojowi żeglugi, presji ekonomicznej, polityce Hiszpanii. Z drugiej strony sukces zależał od serii przypadków: błędnych obliczeń, które paradoksalnie okazały się szczęśliwe, sprzyjającej pogody, decyzji królowej, którą mogła podjąć lub nie.
Lekcje dla współczesności
Historia alternatywna to nie tylko intelektualna zabawa. Ma praktyczne zastosowania. Uczy nas, że przyszłość nie jest dana z góry, że nawet małe decyzje mogą mieć ogromne konsekwencje, że warto przewidywać różne scenariusze rozwoju wydarzeń.
Przedsiębiorcy używają „analizy scenariuszowej” do planowania biznesu. Politycy rozważają różne warianty rozwoju sytuacji międzynarodowej. Naukowcy modelują możliwe skutki zmian klimatycznych. To wszystko to odmiany myślenia kontrfaktycznego – zastanawiania się nad tym, co może się stać w różnych okolicznościach.
Kolumb przypomina nam też o roli przypadku w historii. Ten człowiek, który przez osiem lat był uważany za wariata, który pomylił się w obliczeniach o 80%, który miał szczęście, że na jego drodze stanął nieznany kontynent, zmienił losy ludzkości.
Ile takich „wariatów” kształtowało nasz świat? Ile kształtuje go teraz, w tej chwili, podejmując decyzje, których konsekwencji nie przewidują? Ile razy w ciągu dnia stajemy przed wyborami, które mogą wydawać się błahe, ale w perspektywie lat okażą się przełomowe?
Historia Kolumba to przypomnienie, że żyjemy w świecie pełnym możliwości. Przyszłość nie jest napisana z góry. Każdy dzień przynosi nowe wybory, a każdy wybór może otworzyć drzwi do zupełnie innej wersji rzeczywistości.
Może właśnie w tej chwili ktoś podejmuje decyzję, która za 500 lat będzie równie ważna jak ta podjęta przez genueńskiego żeglarza jesienią 1492 roku. A może to właśnie ty jesteś tym kimś?
FAQ – Najczęściej zadawane pytania
Tak, dowody archeologiczne z L’Anse aux Meadows w Nowej Fundlandii potwierdzają obecność Wikingów około 1000 roku n.e. Jednak nie nawiązali trwałego kontaktu z Ameryką i nie poinformowali o odkryciu reszty Europy. Różnica między „dotarciem” a „odkryciem” polega właśnie na trwałych konsekwencjach kulturowych i gospodarczych.
Wysyłały! Anglia finansowała wyprawy Johna Cabota (który dotarł do Ameryki Północnej w 1497), Portugalia systematycznie eksplorował Atlantyk. Problem w tym, że większość koncentrowano się na znanych już kierunkach – głównie na drodze do Azji przez Afrykę, która wydawała się pewniejsza i bardziej zyskowna niż ryzykowne wyprawy w nieznane.
Absolutnie tak. Inkowie już dysponowali zaawansowaną żeglugą przybrzeżną z płotami z trzcin balsa, które mogły pływać setki kilometrów. Majowie i inne cywilizacje Mezoameryki znały astronomię na poziomie wystarczającym do nawigacji oceanicznej. Brakowało im głównie motywacji gospodarczej – nie mieli presji na szukanie nowych szlaków handlowych, jak Europa blokowana przez Ottomanów.
Ogromny. Historycy mówią o „rewolucji cenowej” XVI wieku – masowy napływ metali szlachetnych wywołał inflację, która przebudowała całą europejską gospodarkę. Ceny wzrosły 3-4 razy w ciągu wieku. To umożliwiło finansowanie wojen, budowę flot, ale też doprowadziło do upadku feudalizmu opartego na stałych dochodach z ziemi.
Tak, wiele. Wynalezienie World Wide Web przez Tima Berners-Lee powstało jako narzędzie do zarządzania dokumentacją w CERN, nie jako rewolucja komunikacyjna. Odkrycie penicyliny przez Alexandra Fleminga było całkowitym przypadkiem – bakterie skaziły jego hodowlę, ale zamiast wyrzucić próbkę, zauważył, że zabijają mikroby. Samoprzylepne karteczki powstały z „nieudanego” kleju, który był za słaby do normalnego użytku.
Zheng He prowadził siedem wielkich wypraw (1405-1433) docierając do Indii, Persji i wschodnich brzegów Afryki. Chińskie okręty były większe i bardziej zaawansowane od europejskich. Ale Chiny świadomie zaniechały dalszej eksploracji z decyzji politycznej – skupiono się na problemach wewnętrznych i obronie przed Mongołami. To klasyczny przykład tego, jak polityczne decyzje mogą zmienić bieg historii.
Bardzo niedokładne. Pomylił się o około 80% w szacowaniu rozmiaru Ziemi i odległości do Azji. Używał przestarzałych map i ignorował bardziej precyzyjne obliczenia starożytnych Greków. Paradoksalnie, gdyby miał rację starożytni geografowie, nigdy by nie wypłynął – podróż wydałaby się zbyt ryzykowna. Błąd okazał się szczęśliwy.
Europejczycy przez tysiące lat żyli w bliskim kontakcie ze zwierzętami hodowlanymi (krowy, świnie, konie, kury), od których „przenieśli” dziesiątki chorób zakaźnych. Każda generacja budowała odporność. Amerykanie nie mieli zwierząt hodowlanych (oprócz lam i indyków w niektórych regionach), więc nie byli narażeni na te patogeny. Gdy choroby dotarły do Ameryki w 1492, tubylcy nie mieli żadnej odporności.
Źródła i inspiracje
- Cook, N. D. (1998). Born to die: Disease and New World conquest, 1492-1650. Cambridge University Press.
- Diamond, J. (1997). Guns, germs, and steel: The fates of human societies. W. W. Norton & Company.
- Fernández-Armesto, F. (2007). Amerigo: The man who gave his name to America. Random House.
- Mann, C. C. (2005). 1491: New revelations of the Americas before Columbus. Knopf.
- Phillips, W. D. Jr., & Phillips, C. R. (1992). The worlds of Christopher Columbus. Cambridge University Press.
- Restall, M. (2003). Seven myths of the Spanish conquest. Oxford University Press.
- Cipolla, C. M. (1963). Currency depreciation in medieval Europe. The Economic History Review, 15(3), 413-422.
- Ferguson, N. (1999). Virtual history: Towards a 'chaotic’ theory of the past. In N. Ferguson (Ed.), Virtual history: Alternatives and counterfactuals (pp. 1-90). Picador.
- Ptak, R. (1998). Die maritime Seidenstraße. C.H. Beck. [Analiza chińskich ekspedycji morskich Zheng He]
- Tetlock, P. E., & Parker, G. (2006). Counterfactual thought experiments: Why we can’t live without them and how we must learn to live with them. In P. E. Tetlock, G. Parker, & N. Ferguson (Eds.), Unmaking the West: „What-if?” scenarios that rewrite world history (pp. 14-44). University of Michigan Press.
- Acemoglu, D., Johnson, S., & Robinson, J. A. (2005). The rise of Europe: Atlantic trade, institutional change, and economic growth. American Economic Review, 95(3), 546-579.
- Crosby, A. W. (2003). The Columbian exchange: Biological and cultural consequences of 1492 (30th anniversary ed.). Praeger. [Oryginalna edycja: 1972]
- Nunn, N., & Qian, N. (2010). The Columbian exchange: A history of disease, food, and ideas. Journal of Economic Perspectives, 24(2), 163-188.
- Ferguson, N. (Ed.). (1999). Virtual history: Alternatives and counterfactuals. Picador.
- Tetlock, P. E., Lebow, R. N., & Parker, G. (Eds.). (2006). Unmaking the West: „What-if?” scenarios that rewrite world history. University of Michigan Press.
- Tetlock, P. E., & Belkin, A. (Eds.). (1996). Counterfactual thought experiments in world politics: Logical, methodological, and psychological perspectives. Princeton University Press.





