Kiedy brakuje nam odpowiednich słów w obliczu straty, instynktownie sięgamy po kwiaty. Nie jest to wcale odruch podyktowany nowoczesną etykietą ani wymogami naszej kultury. Rośliny składano przy zmarłych na długo przed tym, zanim ludzkość w ogóle wpadła na pomysł wynalezienia pisma.
Trochę historii
W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku amerykański archeolog Ralph Solecki rozpoczął badania słynnej jaskini Shanidar na terenie dzisiejszego Iraku. W tamtejszych neandertalskich grobach, datowanych na ponad 60 tysięcy lat, badacze odkryli wyraźne skupiska pyłków kwiatowych. Analizy palinologiczne wykazały obecność krwawnika, chabra i malwy. Choć część środowiska naukowego do dziś dyskutuje, czy pyłki te nie zostały przyniesione przez wiatr lub zwierzęta, skala podobnych odkryć na całym świecie nie pozostawia złudzeń. Przyniesienie kwiatu jest absolutnie najstarszym znanym nam ludzkim gestem pożegnalnym.
Gest ten pozostaje z nami do dzisiaj w niemal niezmienionej formie. Niezależnie od tego, czy pochówek ma charakter ściśle religijny, czy całkowicie świecki. Nie ma znaczenia, czy jest to skromna uroczystość w wąskim gronie, czy wielki, państwowy kondukt. Kwiaty pojawiają się tam zawsze jako wyraz emocji, dla których standardowy słownik okazuje się po prostu zbyt ciasny.
Od antycznych girland po współczesny kondukt
Nasi przodkowie bardzo wcześnie zaczęli przypisywać konkretnym roślinom ukryte znaczenia i funkcje. W epoce klasycznej, około V wieku przed naszą erą, starożytni Grecy z ogromną pieczołowitością kładli przy zmarłych misterne wieńce z mirtu oraz majeranku. Oprócz bogatej symboliki i przypisania tych roślin bogini Afrodycie, miało to wymiar wybitnie praktyczny. Silne olejki eteryczne skutecznie maskowały procesy rozkładu w gorącym, śródziemnomorskim klimacie.
Z kolei Rzymianie wplatali w pożegnalne kompozycje gałązki wawrzynu i drobne fiołki. Symbolizowały one kruchą pamięć oraz nieuchronne przemijanie. Purpura i fiolet stały się barwami żałoby nie przez przypadek. W epoce Cesarstwa Rzymskiego były to kolory niezwykle rzadkie, a barwienie nimi tkanin kosztowało prawdziwy majątek, co samo w sobie podkreślało wysoką rangę pożegnania.
W chrześcijańskiej Europie cała ta roślinna symbolika uległa silnej ewolucji. W okresie średniowiecza klasyczna, śnieżnobiała lilia stała się uniwersalnym atrybutem niewinności. Tradycyjnie rezerwowano ją wyłącznie dla ceremonii pożegnalnych małych dzieci oraz osób zmarłych przedwcześnie. Wschód kontynentu o wiele chętniej sięgał po rozłożyste różaneczniki oraz azalie.
Niezwykle ciekawie wypada historia ewolucji popularnych chryzantem. W Polsce kojarzymy je niemal wyłącznie z okresem przełomu października i listopada. Tymczasem w XII-wiecznej Japonii cesarz Go-Toba uczynił chryzantemę swoim osobistym herbem. Do dzisiaj jest to w Azji dumnie noszony potężny symbol długowieczności. Nawet na południu Europy bywa z tym różnie. We Włoszech chryzantema niesie twardy przekaz funeralny, podczas gdy w Holandii traktuje się ją jako zwykłą roślinę ciętą o wysokiej trwałości. Kulturowe znaczenie zawsze dyktuje więc szerokość geograficzna.
Ukryta symbolika pogrzebowych kompozycji
Florystyka związana z pożegnaniami to bodaj ostatnia dziedzina rzemiosła, w której kształt i forma mają tak głęboko zakorzenione tradycje. Warto te niepisane zasady rozumieć, zwłaszcza gdy stajemy przed koniecznością dokonania trudnego wyboru.
Tradycyjny wieniec stanowi najstarszą i najbardziej archetypową formę ze względów czysto geometrycznych. Koło nie ma początku ani końca. Symbolizuje wieczność, nieustanny cykl życia, a także nieskończoną pamięć. Od strony technicznej wieńce opierają się na twardym, nawodnionym stelażu z gąbki florystycznej. Dzięki temu systemowi są niezwykle wytrzymałe i potrafią przetrwać na grobie w nienaruszonym stanie przez wiele tygodni.
Klasyczna wiązanka ma z kolei charakter znacznie bardziej osobisty i bezpośredni. Przynosimy ją w dłoniach i kładziemy bezpośrednio na trumnie. Najczęściej wykonuje się ją w czystej bieli, aby fizycznie podkreślić ostateczny spokój. Z punktu widzenia budowy jest to kompozycja płaska, formowana tak, by naturalnie układała się na wypukłym wieku.
Kompozycja w naczyniu to ciężka, mocno stabilizowana forma przestrzenna. Genialnie sprawdza się w wyłożonej marmurem kaplicy lub bezpośrednio na wysokim katafalku. Współcześni floryści odchodzą tu od surowego minimalizmu na rzecz bioróżnorodności. Tworzą niesamowite aranżacje z dzikich traw, ziół i rozłożystych liści, przypominające zwarty ekosystem.
Poduszka kwiatowa pozostaje natomiast formą absolutnie wyjątkową na tle innych. Zawsze układa się ją w jasnych, bardzo ciepłych tonacjach. Historycznie jest twardo zarezerwowana dla pochówku osób najbliższych sercu. Niesie ze sobą ładunek bliskości, którego nie potrafi zaoferować oficjalny wieniec z drukowaną szarfą.
Praktyczne aspekty trudnego wyboru i uwarunkowania lokalne
Zamawianie oprawy roślinnej w momencie dotkliwej straty obciąża nas mocno psychicznie. Rzadko myślimy wtedy o twardej biologii czy wpływie warunków atmosferycznych na cięte rośliny. Kilka podstawowych mechanizmów dobrze jest więc przyswoić sobie wcześniej.
Biel zawsze pozostaje bezpieczna społecznie i w pełni taktowna. Absolutnie nie jest jednak uwarunkowana prawnie ani teologicznie. Jeśli bliska ci osoba nade wszystko kochała jaskrawe słoneczniki, masz pełne prawo złożyć hołd wyłącznie jej gustom. Zmiana tego podejścia jest dziś bardzo wyraźna w różnych regionach kraju.
– Tradycja zawsze miesza się tu z potrzebą osobistego wyrazu, a regiony mocno się od siebie różnią. Na Śląsku na przykład od zawsze ceniono trwałość i solidność, dlatego przez całe dekady dominowały tu ciężkie, niemal pancerne wieńce iglaste – tłumaczy Magdalena Słowińska, rzemieślniczka prowadząca lokalną kwiaciarnię w Katowicach. – Dziś jednak widzimy w pracowni ogromną ewolucję postaw. Rodziny coraz częściej odrzucają cmentarny schemat. Opowiadają o życiu zmarłego, o jego pasjach, a my staramy się przełożyć te wspomnienia na konkretne gatunki roślin. Tworzenie takiego osobistego bukietu to dla bliskich głęboko terapeutyczny proces.
Wielkie znaczenie ma również wspomniana wcześniej botanika. Grube łodygi gerbery i jesienne chryzantemy potrafią magazynować wodę znacznie lepiej niż delikatne płatki polnych kwiatów. Wytrzymają na mrozie lub w letnim słońcu bez najmniejszego problemu.
W tych trudnych chwilach najlepiej oddać stery w ręce specjalisty. Biegła w temacie florystyki funeralnej osoba dobierze odpowiedni materiał roślinny pod kątem przewidywanej temperatury powietrza. W tej specyficznej branży rzemieślnik nie zajmuje się samą sprzedażą estetyki. Pełni rolę kogoś, kto pomaga sformułować nasze ostatnie, ciche pożegnanie.
Powrót do natury w sztuce pożegnań
Przez całe dziesięciolecia polskie cmentarze wyglądały niemal jak odlane z jednej formy. Wszędzie królowała ostra symetria, masowo importowane kwiaty, sztuczne dodatki z plastiku, które rozkładałyby się przez setki lat, i powtarzalne napisy na sztywnych wstęgach. Ten utarty schemat powoli odchodzi jednak w przeszłość, robiąc miejsce rozwiązaniom, które są dużo bliższe naturze i naszym rzeczywistym emocjom.
Z krajów skandynawskich i zachodniej Europy dotarł do nas trend na kompozycje tworzone wyłącznie z naturalnych, biodegradowalnych materiałów. Zamiast idealnych proporcji, znajdziemy w nich celową, urokliwą asymetrię. Floryści wykorzystują to, co daje dana pora roku: dzikie pnącza, lokalne gałęzie i aromatyczne zioła. Taka praca wygląda po prostu jak fragment prawdziwego, dzikiego lasu. Zmieniają się też same kolory. Krzykliwe, ostre barwy ustępują miejsca spokojnym odcieniom écru, brudnym różom i przygaszonym błękitom, które dają oczom odpocząć.
Współczesna psychologia żałoby mocno promuje tak zwane kompozycje biograficzne. Zamiast wybierać gotowy wzór z katalogu, florysta rozmawia z bliskimi o osobie, która odeszła. Pyta o ulubione zajęcia, kolory czy miejsca. Dzięki temu wieniec nie jest już tylko kolejną ozdobą na pomniku – staje się osobistym, roślinnym portretem człowieka i ukłonem w stronę jego unikalnej historii.
Coraz częściej pojawiają się też formy przygotowane z zasuszonych roślin. Z psychologicznego punktu widzenia to bardzo mądre i kojące rozwiązanie – bliscy nie muszą patrzeć, jak piękne kwiaty po kilku dniach więdną i obumierają. Zamiast tego, po ceremonii pogrzebowej, taki naturalnie ususzony bukiet można po prostu zabrać do domu. Postawiony na regale, tuż obok oprawionego zdjęcia, pozwala w spokojny sposób przedłużyć i oswoić pamięć o zmarłym.
Pytania z obszaru florystyki żałobnej
Statystyki giełd kwiatowych nie pozostawiają złudzeń. Zdecydowanie królują chryzantemy, białe lilie, pękate gerbery oraz wielkokwiatowe goździki. Coraz częściej rzemieślnicy przełamują jednak ten chłodny schemat dzikimi trawami lub zwykłymi niezapominajkami.
Z psychologicznego punktu widzenia – jak najbardziej. Jeśli zmarły miał swój ukochany kolor lub otaczał się w życiu konkretnymi roślinami, użycie ich jest najpiękniejszą formą oddania szacunku. Kompozycje biograficzne stają się w środowiskach miejskich powszechną normą.
Jeśli kondukt zaplanowano na najbliższe dwa dni, trzeba dzwonić do pracowni bezzwłocznie. Doświadczone kwiaciarnie znają rygory czasowe takich sytuacji i funkcjonują bardzo elastycznie. Naturalnie, większy margines czasowy pozwala na sprowadzenie z hurtowni rzadszych odmian botanicznych.
Wieniec oparty jest zawsze na twardym, stabilnym stelażu wyposażonym w magazynującą wodę gąbkę florystyczną. Układa się go bezpośrednio na płycie pomnika. Wiązanka jest formą pozbawioną sztywnej podstawy, lżejszą, stworzoną po to, by bez problemu utrzymać ją w dłoniach w trakcie nabożeństwa.
Zależy to od twardych uwarunkowań logistycznych oraz woli najbliższej rodziny. Najczęściej obsługujące ceremonię zakłady pogrzebowe przewożą kompozycje na cmentarz i po zasypaniu grobu formują z nich zewnętrzne poszycie nagrobka. Zdarza się też, że pojedyncze, odcięte pąki rzuca się bezpośrednio na wieko opuszczanej trumny.
Z perspektywy redukcji stresu jest to wręcz wskazane. Wykwalifikowana rzemieślniczka, która zajmuje się procesami pożegnań na co dzień, weźmie pod uwagę lokalne zwyczaje, prognozowaną pogodę i nasze lakoniczne wskazówki. Zbuduje na tej podstawie trwałą i technicznie poprawną całość.
Źródła wiedzy
- Solecki, R.S. – Shanidar: The First Flower People (Alfred A. Knopf, 1971).
- Ariès, P. – Człowiek i śmierć (PIW, 1989).
- Goody, J. – The Culture of Flowers (Cambridge University Press, 1993).
- Moszyński, K. – Kultura Ludowa Słowian (Polska Akademia Nauk, 1967).
- Roszkowski, T. – Florystyka artystyczna: techniki i kompozycje (Multico, 2019).




