sobota, 6 czerwca, 2026

Top 5 tygodnia

Powiązane artykuły

Filozofia i IdeeDylematy współczesnościNie chcą, żebyś był mądry. Mądry człowiek to zły klient.
Artykuł

Nie chcą, żebyś był mądry. Mądry człowiek to zły klient.

Co by się stało, gdyby nagle każdy z nas zaczął naprawdę myśleć? Nie w sensie codziennych kalkulacji czy rozwiązywania problemów zawodowych, ale głębokiego, krytycznego namysłu nad swoim życiem, wyborami konsumenckimi, relacjami społecznymi? Kto zyskałby na takiej powszechnej przemianie, a kto straciłby najwięcej?

Odpowiedź wydaje się niepokojąca: wielcy gracze współczesnej gospodarki drżeliby ze strachu. Bo mądry człowiek to trudny klient – zadaje pytania, których nikt nie chce usłyszeć. Rozważa alternatywy. Dostrzega manipulacje. Odrzuca to, co zbędne.

W świecie napędzanym nieustanną konsumpcją i pogonią za zyskiem, prawdziwa mądrość jest cicha subwersją, niemal aktem rebelii. Dlatego systematycznie się ją tłumi – nie przemocą czy zakazami, ale znacznie skuteczniej: rozproszeniem, znieczuleniem i iluzją wolności wyboru.

Umysł ogłuszony bodźcami

Kiedy po raz ostatni spędziłeś godzinę w całkowitej ciszy, bez ekranu przed oczami? Kiedy ostatnio twój umysł mógł naprawdę odpocząć – nie w sensie binge-watchingu serialu, nie w sensie scrollowania mediów społecznościowych – ale prawdziwego spokoju pozwalającego na głęboką refleksję?

Współczesny człowiek żyje w stanie permanentnego przeciążenia informacyjnego. Badania wskazują, że przeciętny mieszkaniec Zachodu przetwarza dziennie więcej danych niż jego przodek z XV wieku przez całe życie. Bombardowani nieustannymi powiadomieniami, reklamami, nagłówkami, trenujemy w sobie umiejętność pobieżnego przetwarzania informacji, zatracając jednocześnie zdolność do głębokiej, uważnej analizy.

Nie jest to przypadek. To systematyczny proces kształtowania idealnego konsumenta – istoty reagującej instynktownie, impulsywnie, pozbawionej naturalnej dla człowieka tendencji do zatrzymania się i refleksji. Jak zauważył Herbert Marcuse, jednym z głównych mechanizmów kontroli społecznej w rozwiniętych społeczeństwach przemysłowych nie jest represja, lecz manipulacja pragnieniami – tworzenie „fałszywych potrzeb”, które człowiek przyjmuje jako własne.

Szum informacyjny jako strategia

Zapytajmy przewrotnie: gdyby istniał spisek mający na celu ograniczenie ludzkiej zdolności do myślenia krytycznego, jak wyglądałby świat? Prawdopodobnie dokładnie tak, jak wygląda teraz:

  • Ustawiczne rozpraszanie uwagi bodźcami o niskiej wartości intelektualnej
  • Zalew informacji, uniemożliwiający głębsze przetworzenie którejkolwiek z nich
  • Promocja natychmiastowej gratyfikacji kosztem długoterminowej satysfakcji
  • Gloryfikacja impulsywności i spontaniczności przy jednoczesnym deprecjonowaniu refleksyjności

Słynny eksperyment Waltera Mischela z pianką marshmallow pokazał, że dzieci potrafiące odroczyć gratyfikację osiągają później większe sukcesy edukacyjne i zawodowe. Paradoksalnie, cały współczesny ekosystem medialny i marketingowy pracuje na rzecz osłabienia tej kluczowej umiejętności – zdolności powstrzymania się przed natychmiastowym zaspokojeniem pragnienia.

System potrzebuje ludzi niezdolnych do czekania. Bo człowiek, który umie czekać, może też zastanowić się, czy naprawdę potrzebuje tego, co tak natarczywie mu się oferuje.

Edukacja w służbie konformizmu

„Szkoła jest fabryką, która produkuje standardowe produkty” – te słowa Henry’ego Forda nie straciły na aktualności, mimo że dzisiejsze szkoły próbują dystansować się od modelu przemysłowego. W teoretycznych założeniach współczesna edukacja ma rozwijać krytyczne myślenie i autonomię intelektualną, ale praktyka często przeczy tym szlachetnym celom.

Przyjrzyjmy się, czego naprawdę uczy system edukacyjny:

1. Posłuszeństwa wobec autorytetu

Od pierwszych dni w szkole dzieci uczą się, że ich wartość zależy od stopnia podporządkowania się zewnętrznym wymaganiom. Dobry uczeń to uczeń, który wykonuje polecenia, przestrzega reguł, dostosowuje się do systemu. Wątpliwości, kontestacja, krytyczne pytania są tolerowane tylko w ściśle określonych ramach, które nie zagrażają fundamentalnym założeniom instytucji.

2. Zewnętrznych motywacji

System ocen, nagród i kar systematycznie odrywa uczenie się od wewnętrznej potrzeby poznawczej, zastępując ją dążeniem do zewnętrznych gratyfikacji. Badania psychologiczne jednoznacznie wskazują, że zewnętrzne motywatory zabijają wewnętrzną motywację – zjawisko nazwane przez Edwarda Deciego „efektem nadmiernego uzasadnienia”. Dziecko, które początkowo rysowało z czystej przyjemności tworzenia, po wprowadzeniu nagród za rysowanie zaczyna traktować tę aktywność instrumentalnie.

Podobnie dzieje się z nauką. Naturalną ciekawość poznawczą zastępuje kalkulacja: co muszę zrobić, by dostać dobrą ocenę? Jakie minimum wysiłku wystarczy, by zdać? Te pytania towarzyszą uczniom przez całą edukację, systematycznie oddalając ich od autentycznego pragnienia wiedzy.

3. Standaryzacji myślenia

Mimo deklaracji o indywidualizacji nauczania, masowa edukacja nadal opiera się na standaryzacji. Testy wielokrotnego wyboru, ujednolicone programy, z góry określone „właściwe odpowiedzi” – wszystko to tłumi intelektualną różnorodność i promuje jeden, akceptowany sposób myślenia. Jak zauważył Ivan Illich, instytucjonalna edukacja często prowadzi do „zaprogramowanej konsumpcji” – nierozpoznanej zależności od ekspertów i instytucji, które mówią nam, czego potrzebujemy.

Przeczytaj też:  Cyfrowa nieśmiertelność – czy chcemy żyć wiecznie jako dane?

4. Fragmentarycznej wiedzy

Podział na przedmioty, 45-minutowe lekcje, wyrwane z kontekstu fakty – system edukacyjny rzadko uczy całościowego, systemowego myślenia. Wiedza przekazywana jest w izolowanych fragmentach, co utrudnia dostrzeżenie szerszych wzorców i powiązań. Ten brak holistycznego spojrzenia nie jest przypadkowy – człowiek postrzegający świat w szerszej perspektywie mógłby zakwestionować podstawowe założenia społeczno-ekonomiczne, na których opiera się współczesny kapitalizm.

5. Akceptacji dla marnowania czasu

Być może najbardziej subtelnym, a jednocześnie najbardziej destrukcyjnym aspektem edukacji instytucjonalnej jest przyzwyczajanie do marnowania czasu. Niekończące się godziny spędzone na zadaniach o wątpliwej wartości poznawczej uczą akceptacji dla bezsensownego wysiłku i biernego oczekiwania. To doskonałe przygotowanie do roli konsumenta, który bez sprzeciwu poświęca swój czas na oglądanie reklam, stanie w kolejkach czy klikanie w treści zaprojektowane, by zatrzymać jego uwagę jak najdłużej, nie oferując w zamian rzeczywistej wartości.

Jak trafnie ujął to Neil Postman, „edukacja jest techniką przeciwdziałania, sposobem na powstrzymanie chaosu umysłowego spowodowanego przez media”. Tymczasem współczesna edukacja często nie tylko nie przeciwdziała temu chaosowi, ale go pogłębia, nie ucząc młodych ludzi, jak skutecznie filtrować i przetwarzać zalewające ich informacje.

Kultura konsumpcyjna jako antyteza refleksji

Wyobraźmy sobie przez chwilę świat, w którym każda decyzja zakupowa poprzedzona jest głęboką refleksją: Czy naprawdę tego potrzebuję? Jakie są etyczne, ekologiczne i społeczne konsekwencje tego zakupu? Czy przyniesie mi trwałą satysfakcję, czy tylko chwilową przyjemność? Jak wpłynie na moje relacje, zdrowie, rozwój duchowy?

Gdyby większość konsumentów zadawała sobie takie pytania, globalna gospodarka stanęłaby w miejscu. Kultura konsumpcyjna wymaga bowiem, by decyzje zakupowe podejmowane były szybko, impulsywnie i emocjonalnie, nie zaś na drodze racjonalnej analizy.

Reklama jako wróg refleksji

Reklama, we wszystkich swoich formach, jest systematycznym atakiem na ludzką zdolność do refleksji. Jej podstawowa strategia od zawsze opierała się na omijaniu racjonalnych procesów decyzyjnych i odwoływaniu się bezpośrednio do emocji, instynktów i podświadomości.

Jak zauważył socjolog Jean Baudrillard, współczesna reklama nie tyle informuje o produkcie, co sprzedaje narrację, tożsamość, poczucie przynależności. Nie kupujemy butów, ale status; nie kupujemy samochodu, ale poczucie wolności; nie kupujemy kosmetyków, ale obietnicę akceptacji społecznej. Te głęboko zakorzenione pragnienia – być kochanym, szanowanym, podziwianym – są manipulowane, by skierować nas ku konkretnym produktom.

Klasyczne badania Ernesta Dichtera, pioniera psychologii konsumenckiej, pokazały, jak skutecznie można wpływać na zachowania zakupowe przez odwołanie do nieświadomych motywacji. Dichter doradzał np. producentom proszku do pieczenia, by ich reklamy kojarzyły produkt z płodnością i macierzyństwem – połączenie, którego racjonalny konsument nigdy by świadomie nie utworzył.

Celowe kreowanie niepokoju

Współczesny marketing poszedł o krok dalej, rozwijając sztukę tworzenia problemów, które następnie rozwiązuje oferowany produkt. Jak trafnie ujął to komik Bill Hicks: „Oto jak działa marketing: stworzyć poczucie lęku i niepewności w społeczeństwie, a następnie zaoferować rozwiązanie… za cenę produktu”.

Przemysł kosmetyczny przekonuje kobiety, że naturalne procesy starzenia są czymś, z czym należy walczyć. Aplikacje społecznościowe projektowane są tak, by generować FOMO (fear of missing out) – lęk przed pominięciem ważnych wydarzeń z życia znajomych. Producenci środków czystości wzbudzają obsesyjny strach przed bakteriami. To strategie przeciwne refleksyjności – działają najskuteczniej, gdy konsument reaguje impulsywnie, kierowany strachem czy niepewnością, bez głębszego zastanowienia.

Kreowanie fałszywej świadomości

Herbert Marcuse ukuł pojęcie „człowieka jednowymiarowego” – istoty niezdolnej do krytycznego myślenia, której pragnienia i potrzeby zostały ukształtowane przez system ekonomiczny. Człowiek taki żyje w iluzji wolności, nie dostrzegając, że jego wybory konsumenckie są wynikiem manipulacji, a jego świadomość została skolonizowana przez logikę rynku.

Współczesna kultura konsumpcyjna wytwarza właśnie taką „fałszywą świadomość” – przekonanie, że samorealizacja możliwa jest poprzez konsumpcję, że szczęście osiąga się przez nabywanie przedmiotów, że wartość człowieka mierzy się posiadanymi dobrami. Ta internalizacja wartości rynkowych skutecznie blokuje głębszą refleksję nad sensem życia, autentycznymi potrzebami i alternatywnymi modelami społecznymi.

Dywersja rozrywką

Huxleyowska wizja przyszłości, w której ludzie kochają swoją opresję i czczą technologie, które niszczą ich zdolność do myślenia, wydaje się bliższa prawdzie niż orwellowski obraz brutalnego totalitaryzmu. Jak przewidział Neil Postman w „Zabawić się na śmierć”, największym zagrożeniem dla wolności nie jest cenzura i represja, ale nadmiar rozrywki – przyjemne ogłuszenie, które czyni refleksję niepotrzebną i nużącą.

Przeczytaj też:  Czy maszyna może być podmiotem moralnym? Debata, która już się zaczęła

Technologia jako narządzie rozproszenia

Wyrafinowane algorytmy mediów społecznościowych i platform streamingowych są projektowane tak, by maksymalizować czas spędzony na konsumpcji treści. Netflix otwarcie przyznał, że jego głównym konkurentem jest… sen. Projektanci aplikacji mobilnych wykorzystują wiedzę z psychologii behawioralnej, by tworzyć produkty wywołujące uzależnienie – nieprzypadkowo przewijanie feeda w mediach społecznościowych przypomina mechanikę jednorękich bandytów.

Ta technologiczna walka o naszą uwagę prowadzi do systematycznego rozbijania zdolności koncentracji. Badania wskazują na drastyczny spadek średniego czasu skupienia uwagi – z 12 sekund w 2000 roku do 8 sekund w 2013. To mniej niż zdolność koncentracji złotej rybki (9 sekund).

Infantylizacja kultury

Jednym z najbardziej niepokojących trendów współczesnej kultury jest jej postępująca infantylizacja. Treści tworzone pierwotnie dla dzieci stają się głównym nurtem rozrywki dla dorosłych. Filmy o superbohaterach dominują box office, aplikacje używają dziecinnej estetyki i komunikacji, marki posługują się infantylnym językiem w komunikacji z dorosłymi konsumentami.

Benjamin Barber określił to zjawisko mianem „skonsumowanego dzieciństwa” – procesu, w którym dorosłość jako stan świadomości charakteryzujący się złożonością myślenia, odpowiedzialnością i zdolnością do odraczania gratyfikacji jest systematycznie erodowana przez siły rynkowe. Infantylizacja kultury służy interesom konsumpcjonizmu, ponieważ dziecięca mentalność – impulsywna, skupiona na natychmiastowej przyjemności, podatna na sugestię – jest idealnym stanem umysłu konsumenta.

Tyrania rozrywki

„Panem et circenses” – chleba i igrzysk – ta starożytna rzymska formuła kontroli społecznej pozostaje aktualna. Współczesne „igrzyska” są jednak znacznie bardziej wyrafinowane i wszechobecne. Kultura celebrycka, reality shows, skandale medialne, viralowe treści – wszystko to tworzy nieustanny strumień dystrakcji, skutecznie odwracając uwagę od kwestii strukturalnych, systemowych problemów wymagających głębokiej analizy i zbiorowego działania.

Jak zauważył Guy Debord w „Społeczeństwie spektaklu”, rzeczywistość społeczna została zastąpiona przez jej reprezentację, przez spektakl, który służy utrzymaniu status quo i odwróceniu uwagi od realnych stosunków władzy. W świecie, gdzie wszystko jest spektaklem, głęboka refleksja staje się niemal niemożliwa – nie ma dla niej ani czasu, ani przestrzeni.

Jak być mądrym w świecie, który tego nie chce

Wobec tych systemowych sił działających przeciwko ludzkiej refleksyjności, jak można kultywować mądrość? Jak wyrwać się z pułapki konsumpcyjnego transu i odzyskać zdolność do krytycznego, autonomicznego myślenia?

Praktyka świadomej uwagi

Pierwszym krokiem jest odzyskanie kontroli nad własną uwagą. Wobec nieustannej walki o nasze zasoby poznawcze, świadome decydowanie, na czym się skupiamy, staje się aktem rewolucyjnym. Praktyki kontemplacyjne, medytacja, regularne okresy cyfrowego detoksu – wszystko to może pomóc w odbudowaniu zdolności do głębokiej koncentracji.

Filozofia stoicka oferuje tu użyteczne narzędzie – praktykę „prohairesis”, świadomego wyboru tego, co zależy od nas, i rezygnacji z angażowania się w to, co od nas nie zależy. W kontekście współczesnym oznacza to np. świadome decydowanie, które informacje są dla nas istotne, a które służą jedynie rozproszeniu i manipulacji.

Kultywowanie krytycznego dystansu

Aby nie paść ofiarą manipulacji, konieczne jest rozwijanie postawy krytycznego dystansu wobec dominujących przekazów kulturowych. Oznacza to systematyczne kwestionowanie założeń leżących u podstaw reklam, przekazów medialnych, a nawet głęboko zinternalizowanych przekonań o tym, czego potrzebujemy do szczęścia.

Pomocna może być tu metoda sokratejska – zadawanie prostych, ale głębokich pytań: Skąd wiem, że to prawda? Kto zyskuje, gdy w to wierzę? Jakie alternatywne wyjaśnienia są możliwe? Co by się stało, gdybym odrzucił to przekonanie?

Tworzenie przestrzeni dla refleksji

W świecie wypełnionym bodźcami, tworzenie fizycznych i mentalnych przestrzeni dla refleksji staje się koniecznością. Może to oznaczać regularne praktyki uważności, prowadzenie dziennika, długie spacery bez elektroniki, czy po prostu czas spędzony w ciszy, pozwalający umysłowi na swobodne przetwarzanie informacji i budowanie głębszych połączeń między ideami.

Jak zauważył Josef Pieper w eseju „Leisure: The Basis of Culture”, prawdziwa refleksja możliwa jest tylko w stanie kontemplacyjnego spokoju, wolnego od imperatywu produktywności i użyteczności. Paradoksalnie, to właśnie ten pozornie „bezużyteczny” czas refleksji jest fundamentem autentycznej kultury i mądrości.

Budowanie wspólnot myślących

Myślenie krytyczne najlepiej rozwija się w dialogu. Wobec systemowych sił przeciwnych refleksyjności, kluczowe staje się budowanie wspólnot osób wzajemnie wspierających się w intelektualnym rozwoju. Kluby dyskusyjne, nieformalne grupy czytelnicze, seminaria filozoficzne – wszystkie te przestrzenie pozwalają na rozwijanie myśli w kontakcie z innymi, co chroni przed zamknięciem w bańce informacyjnej i pozwala na testowanie własnych przekonań.

Przeczytaj też:  Nowe tabu: o czym nie wolno mówić w XXI wieku?

Jak pisał Hannah Arendt, myślenie – prawdziwe myślenie, nie tylko kalkulacja – jest zawsze dialogiczne, nawet gdy odbywa się w samotności. Jest wewnętrznym dialogiem, w którym konfrontujemy różne perspektywy. Ten dialog wzbogaca się, gdy prowadzimy go nie tylko z sobą, ale i z innymi, różniącymi się od nas ludźmi.

Mądrość jako subwersja

Kultywowanie mądrości w świecie napędzanym konsumpcją jest aktem subwersji. Nie przez przypadek język marketingu i ideologia konsumpcyjna przejęły i zneutralizowały wiele pojęć pierwotnie krytycznych wobec systemu – „bycie alternatywnym”, „autentyczność”, „uważność” zostały przekształcone w style konsumpcji, w produkty.

Prawdziwa mądrość pozostaje jednak nieuchwytna dla sił rynkowych. Nie można jej spakować, sprzedać ani skomercjalizować bez wypaczenia jej istoty. Mądry człowiek rozumie swoje miejsce w szerszym kontekście społecznym, ekologicznym i historycznym. Dostrzega systemowe uwarunkowania swoich wyborów i dąży do autonomii nie poprzez eskapizm czy izolację, ale przez świadome kształtowanie swojej relacji ze światem.

Jak pokazują badania psychologiczne, osoby zorientowane bardziej na wartości wewnętrzne (rozwój osobisty, relacje, wspólnotę) niż zewnętrzne (status, wizerunek, posiadanie) są nie tylko bardziej odporne na manipulacje marketingowe, ale też deklarują wyższy poziom satysfakcji życiowej. To sugeruje, że mądrość – rozumiana jako głęboka refleksyjność i zdolność do autonomicznego kształtowania własnego życia – jest nie tylko formą oporu wobec systemu, ale także drogą do bardziej satysfakcjonującego, sensownego życia.

„Poznaj samego siebie” – ta starożytna maksyma wyryta na świątyni w Delfach pozostaje rewolucyjnym wezwaniem w epoce, w której siły ekonomiczne i kulturowe systematycznie odciągają nas od samowiedzy, kierując naszą uwagę na zewnątrz, ku nieustannie zmieniającym się obiektom pożądania.

W tym sensie, kultywowanie mądrości staje się nie tylko indywidualną drogą rozwoju, ale także formą politycznego oporu – cicha rewolucja, która zaczyna się od prostego pytania: czego naprawdę potrzebuję do dobrego życia?

Źródła i inspiracje

  • Barber, Benjamin R. „Skonsumowane: Jak rynek psuje dzieci, infantylizuje dorosłych i połyka obywateli”
  • Debord, Guy. „Społeczeństwo spektaklu”
  • Fromm, Erich. „Mieć czy być”
  • Marcuse, Herbert. „Człowiek jednowymiarowy”
  • Postman, Neil. „Zabawić się na śmierć: Dyskurs publiczny w epoce show-businessu”
  • Pieper, Josef. „Leisure: The Basis of Culture”

Sprostowanie

Dbamy o jak największą rzetelność publikowanych treści i staramy się wszelkie informacje poprzeć wiarygodnymi danymi: badaniami naukowymi, publikacjami, przemyśleniami autorytetów.
Po dokładnej weryfikacji fragmentu tekstu:

Współczesny człowiek żyje w stanie permanentnego przeciążenia informacyjnego. Badania wskazują, że przeciętny mieszkaniec Zachodu przetwarza dziennie więcej danych niż jego przodek z XV wieku przez całe życie. Bombardowani nieustannymi powiadomieniami, reklamami, nagłówkami, trenujemy w sobie umiejętność pobieżnego przetwarzania informacji, zatracając jednocześnie zdolność do głębokiej, uważnej analizy.


„Złapaliśmy” sami siebie na zbytnim uogólnieniu. Przepraszamy więc za zawarcie tego typu nieuzasadnionej tezy w poprzednim tekście. Ta informacja nie opiera się na wiarygodnych badaniach naukowych i jest przykładem nadmiernego uogólnienia, które niestety czasem pojawia się w publicystyce.

Twierdzenie, że „przeciętny mieszkaniec Zachodu przetwarza dziennie więcej danych niż jego przodek z XV wieku przez całe życie” nie jest poparte rzetelnymi badaniami naukowymi. Z kilku powodów:

  1. Nie dysponujemy wiarygodnymi metodami pomiaru „ilości przetwarzanych danych” przez ludzi żyjących w XV wieku.
  2. Pojęcie „przetwarzania danych” jest niejednoznaczne – przetwarzanie informacji przez ludzi obejmuje złożone procesy percepcyjne, poznawcze i emocjonalne, które trudno zredukować do prostych porównań ilościowych.
  3. Ludzie w XV wieku przetwarzali inne rodzaje informacji – np. szczegółowe dane o środowisku naturalnym, wiedza praktyczna przekazywana ustnie, obserwacja zjawisk przyrodniczych – które są trudne do skwantyfikowania i porównania z dzisiejszymi formami informacji.

Choć współczesne badania rzeczywiście wskazują na zjawisko przeciążenia informacyjnego i zmiany w sposobach przetwarzania informacji (np. badania nad wielozadaniowością cyfrową, spadkiem zdolności koncentracji czy płytszym przetwarzaniem tekstu podczas czytania online), to porównania międzyepokowe w postaci przytoczonej w tamtym tekście są nieuprawnione i nie mają solidnego oparcia w danych.

Lepszym podejściem byłoby oparcie się na konkretnych badaniach dotyczących np. ilości konsumowanych treści, czasu spędzanego z mediami cyfrowymi lub wpływu wielozadaniowości na przetwarzanie informacji – bez uciekania się do efektownych, ale nieuzasadnionych porównań historycznych.

Sprostowanie nie jest wynikiem działania osób trzecich a wyłącznie naszej własnej diagnostyki tekstów.

Jakub Poniewierski
Jakub Poniewierskihttps://racjonalia.pl
Pisze, bo lubi wątpić. Filozofia była pierwsza i zawsze pozostanie w jego sercu, ale szybko zrozumiał, że ciekawe rzeczy dzieją się również między neuronem a duszą – czyli w miejscu, które trudno zdefiniować. Nie lubi uproszczeń, ale kocha dobre porównania. Czasem przygląda się ludziom z naukową ciekawością, czasem z literackim niepokojem.

2 KOMENTARZE

  1. Jak człowiek zacznie naprawdę analizować reklamy i mechanizmy konsumpcji, to przestaje być opłacalny. Wtedy system go wypluwa jako ‘problematycznego’

  2. I właśnie dlatego edukacja jest sprowadzana do nauki schematów, a nie myślenia. Mądry człowiek nie kupuje złudzeń.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najnowsze artykuły