środa, 22 kwietnia, 2026

Top 5 tygodnia

Powiązane artykuły

Filozofia i IdeeZaraz będziesz starcem. I nikt nie będzie chciał cię słuchać
Artykuł

Zaraz będziesz starcem. I nikt nie będzie chciał cię słuchać

Patrzysz w lustro. Najpierw zauważasz tę jedną zmarszczkę, która wczoraj jeszcze nie istniała. Potem kolejną siwiznę przy skroni. Twój kręgosłup protestuje, gdy za długo siedzisz przed komputerem. Kolano daje o sobie znać przy zmianie pogody. Bagatelizujesz te sygnały. Wydaje ci się, że starość to odległa kraina, miejsce, do którego nigdy nie dotrzesz. A jeśli nawet, to przecież będziesz tym „fajnym staruszkiem” – aktywnym, pełnym energii, słuchanym i szanowanym.

To złudzenie, które pielęgnujemy wszyscy. Prawda jest bardziej brutalna: za chwilę staniesz się niewidzialny. Twój głos straci na znaczeniu. Twoja obecność zacznie być tolerowana, a nie pożądana. I nie będzie to proces rozłożony na dekady – przyjdzie nagle, pewnego dnia, gdy społeczeństwo zadecyduje, że przekroczyłeś niewidoczną granicę użyteczności.

Starość to temat, od którego odwracamy wzrok. W kulturze obsesyjnie skupionej na młodości, świeżości i innowacji, perspektywa stania się starcem wydaje się odległą dystopią. Tymczasem przemijanie jest jedynym pewnym procesem w naszym życiu – nieubłaganym, demokratycznym i całkowicie uniwersalnym. Dotyka każdego, bez względu na status, majątek czy wpływy. A jednak żyjemy w zbiorowym zaprzeczeniu, odmawiając konfrontacji z tym, co nieuniknione.

Niewidzialność jako kara za przeżyte lata

Kiedy przestajesz istnieć w społecznym kadrze

„Czuję się, jakbym nagle stała się przezroczysta” – wyznaje 67-letnia Maria, emerytowana nauczycielka. „Sprzedawcy patrzą ponad moją głową, młodzi ludzie w autobusie nie zauważają, że stoję, a gdy zabieram głos w dyskusji, często jestem przerywana albo ignorowana. To tak, jakby moje istnienie stało się opcjonalne.”

To zjawisko, które gerontolodzy nazywają „społeczną niewidzialnością starości”. Badania przeprowadzone przez zespół dr Jolanty Perek-Białas z Uniwersytetu Warszawskiego potwierdzają, że osoby po 65. roku życia doświadczają średnio o 27% mniej interakcji społecznych dziennie niż osoby w wieku produkcyjnym. Co więcej, jakość tych interakcji jest często instrumentalna – ograniczona do kwestii praktycznych, pozbawiona autentycznego zainteresowania ich perspektywą czy doświadczeniem.

„W wielu kulturach tradycyjnych starsi ludzie zajmują centralne, honorowe miejsce w społeczności,” zauważa antropolog prof. Janusz Barański. „W społeczeństwach przedindustrialnych starość była synonimem mądrości, doświadczenia i autorytetu. Ten model został całkowicie wywrócony przez współczesną kulturę, która fetyszyzuje młodość, szybkość i innowacyjność.”

Symboliczna anihilacja osób starszych zaczyna się w mediach. Analiza treści polskich seriali i programów telewizyjnych wykazała, że osoby powyżej 65. roku życia stanowią zaledwie 8% postaci pokazywanych na ekranie, mimo że stanowią ponad 18% polskiego społeczeństwa. Gdy już się pojawiają, często są przedstawiane stereotypowo – jako schorowani, zrzędliwi, technologicznie niekompetentni lub infantylni.

Najbardziej bolesne jest jednak to, że niewidzialność przychodzi znienacka. Jest jak linia na piasku, którą przekraczasz nieświadomie, by odkryć, że znajdujesz się w innym, marginalizowanym świecie.

Ekonomia wykluczenia – gdy przestajesz być konsumentem

„Społeczeństwo konsumpcyjne widzi w tobie wartość tylko wtedy, gdy masz siłę nabywczą i aktywnie uczestniczysz w rynku,” wyjaśnia socjolog gospodarki dr hab. Elżbieta Korolczuk. „W kapitalizmie istniejesz w takim stopniu, w jakim konsumujemy. Osoby starsze, często o ograniczonych dochodach i potrzebach, stają się dla rynku niewidzialne.”

Paradoksalnie, mimo rosnącej siły ekonomicznej „srebrnego pokolenia” (według GUS, seniorzy w Polsce dysponują łączną siłą nabywczą szacowaną na ponad 80 miliardów złotych rocznie), marketing wciąż obsesyjnie koncentruje się na młodych konsumentach. Badania firmy doradczej McKinsey wykazały, że jedynie 10% budżetów reklamowych jest kierowanych do osób powyżej 50. roku życia.

„To błędne koło,” tłumaczy dr Korolczuk. „Ponieważ osoby starsze nie widzą siebie w przekazach reklamowych, czują się wykluczone z głównego nurtu konsumpcji. To prowadzi do samoograniczania potrzeb i uczestnictwa w rynku, co z kolei potwierdza przekonanie marketerów, że nie warto kierować przekazu do tej grupy.”

Gdy przestajesz być postrzegany jako wartościowy konsument, znikasz z radarów społeczeństwa, które mierzy wartość człowieka jego zdolnością i chęcią do nabywania dóbr. To wykluczenie ekonomiczne nakłada się na wykluczenie kulturowe, tworząc szczelną barierę niewidzialności.

Głos, który przestaje się liczyć

„OK, Boomer” – delegitymizacja doświadczenia

„Przez czterdzieści lat budowałem tę firmę. Teraz przychodzi dwudziestoparolatek po studiach i tłumaczy mi, że wszystko, co wiem, jest przestarzałe” – mówi 62-letni Andrzej, właściciel średniej wielkości przedsiębiorstwa. „Gdy próbuję zwrócić uwagę na pewne ryzyka, które widziałem już wielokrotnie, słyszę tylko westchnienia i widzę przewracanie oczami.”

Zjawisko dyskredytacji wiedzy i doświadczenia osób starszych nasiliło się w ostatnich dekadach wraz z przyspieszeniem zmian technologicznych. Powstało przekonanie, że w świecie ciągłej innowacji doświadczenie jest balastem, a nie atutem. Fraza „OK, Boomer”, która zrobiła furorę w mediach społecznościowych, stała się symbolicznym narzędziem uciszania starszych pokoleń – skrótowym odrzuceniem ich perspektywy jako nieistotnej czy nieadekwatnej.

Przeczytaj też:  Co zrobiłby Arystoteles na Twitterze?

Dr Przemysław Sadura, badacz relacji międzypokoleniowych, wskazuje na głębsze źródła tego zjawiska: „Mamy do czynienia z fundamentalną zmianą w postrzeganiu natury wiedzy. Kiedyś wiedza była kumulatywna – im dłużej żyłeś, tym więcej wiedziałeś. Dziś, w erze sztucznej inteligencji i błyskawicznego dostępu do informacji, doświadczenie wydaje się mniej istotne niż zdolność szybkiego przyswajania nowości.”

Ten trend ma swoje odbicie w rynku pracy. Badania przeprowadzone przez Polskie Forum HR wykazały, że 62% pracodawców niechętnie zatrudnia osoby powyżej 55. roku życia, mimo że deklarują oni większą lojalność wobec pracodawcy i niższą absencję chorobową niż młodsi pracownicy. Powody tej dyskryminacji są różne – od stereotypów dotyczących niższej wydajności i adaptacyjności po obawy przed wyższymi kosztami ubezpieczenia zdrowotnego.

„Osiągnęłam szczyt kariery w wieku 52 lat,” wspomina 68-letnia Teresa, była dyrektor marketingu w międzynarodowej korporacji. „A potem, w ciągu zaledwie trzech lat, zostałam całkowicie odsunięta na boczny tor. Nie zapraszano mnie na kluczowe spotkania, moje pomysły były ignorowane, a ostatecznie zaproponowano mi 'złoty spadochron’ – sowite odszkodowanie za dobrowolne odejście. Zrozumiałam przekaz: stałam się zbędna.”

Wykluczenie cyfrowe – gdy nie nadążasz za językiem współczesności

„Próbowałem dołączyć do grupy dyskusyjnej o polityce międzynarodowej na Facebooku,” opowiada 73-letni profesor historii w stanie spoczynku. „Gdy podzieliłem się swoją analizą obecnej sytuacji w Azji Środkowej, która jest moją specjalizacją, zostałem wyśmiany za 'boomerskie’ podejście i brak zrozumienia 'współczesnej dynamiki’. Nikt nie odniósł się merytorycznie do moich argumentów.”

Wykluczenie cyfrowe to nie tylko kwestia dostępu do technologii czy umiejętności jej obsługi. To również wykluczenie z dominujących form dyskursu, które coraz częściej opierają się na specyficznym internetowym żargonie, memach, skrótach myślowych i odniesieniach kulturowych niezrozumiałych dla osób socjalizowanych w innej epoce.

Dr Mirosława Grabowska, socjolożka, zwraca uwagę na rosnące rozwarstwienie językowe między pokoleniami: „To już nie jest tylko kwestia slangu młodzieżowego, który zawsze istniał. To fundamentalna różnica w sposobie konstruowania znaczeń i prowadzenia dialogu. Komunikacja młodszych pokoleń często opiera się na ironii, intertekstualności i fragmentaryczności, co może być trudne do odczytania dla osób wychowanych w kulturze linearnego, bezpośredniego przekazu.”

Badania przeprowadzone przez CBOS w 2023 roku pokazują, że tylko 48% Polaków powyżej 65. roku życia korzysta regularnie z internetu, w porównaniu do 97% osób w wieku 18-24 lat. Jednak nawet wśród tych starszych osób, które są aktywne online, wielu doświadcza tzw. „funkcjonalnego wykluczenia cyfrowego” – korzystają z podstawowych funkcji, ale nie uczestniczą w bardziej zaawansowanych formach cyfrowej partycypacji społecznej.

„Internet miał być demokratycznym medium, dającym głos każdemu,” komentuje medioznawca prof. Tomasz Goban-Klas. „Tymczasem stał się nowym obszarem wykluczenia, gdzie mówienie 'właściwym’ językiem i poruszanie się zgodnie z niepisanymi zasadami określa, czy zostaniesz wysłuchany.”

Ciało jako zdrada

Gdy biologia przejmuje kontrolę nad twoją tożsamością

„Najgorsze jest to, że ludzie zaczynają cię definiować przez pryzmat twojego ciała,” mówi 76-letnia Krystyna, była prawniczka. „Nagle przestajesz być 'Krystyną, która lubi poezję, podróże i ma cięte poczucie humoru’, a stajesz się 'starszą panią z chorobą zwyrodnieniową stawów’. Twoje ciało zaczyna przesłaniać wszystko inne, co stanowi o tobie jako o osobie.”

To bolesne doświadczenie opisywane przez gerontologów jako „redukcja do ciała”. Osoby starsze są często postrzegane głównie przez pryzmat swoich fizycznych ograniczeń, chorób i potrzeb medycznych, co prowadzi do ich dehumanizacji i infantylizacji.

Dr Beata Bugajska, gerontolożka społeczna, zwraca uwagę na język używany w kontaktach z osobami starszymi: „W gabinetach lekarskich, urzędach czy nawet w rodzinie, osoby starsze często słyszą komunikaty w rodzaju 'Jak się dziś czujemy?’, 'Weźmiemy teraz lekarstwo’ czy 'Będziemy grzeczni i zjemy obiad’. To język, którego używa się wobec małych dzieci, odbierający podmiotowość i autonomię.”

Badania przeprowadzone w polskich domach opieki wykazały, że personel medyczny i opiekuńczy w 78% przypadków używa infantylizującego języka w kontaktach z podopiecznymi, często nazywając dorosłych ludzi „dziadkami”, „babciami” czy używając zdrobnień ich imion bez pytania o zgodę.

Szczególnie dotkliwe jest doświadczenie starości przez kobiety, które przez całe życie są socjalizowane do definiowania swojej wartości przez pryzmat atrakcyjności fizycznej i płodności. „Dla kobiety przekroczenie granicy menopauzy w naszej kulturze to często symboliczna śmierć społeczna,” wyjaśnia dr Sylwia Spurek, badaczka problematyki gender. „Media, sztuka, literatura – właściwie cała kultura popularna – definiują starszą kobietę jako pozbawioną seksualności, a tym samym niejako niepełną w swojej kobiecości.”

Zjawisko to widać wyraźnie w kinematografii i telewizji, gdzie mężczyźni mogą być przedstawiani jako atrakcyjni i pożądani seksualnie znacznie dłużej niż kobiety. Analiza obsady głównych ról romantycznych w polskich filmach z ostatnich 20 lat wykazała, że średnia wieku aktorów płci męskiej wynosiła 42 lata, podczas gdy dla aktorek – zaledwie 28 lat.

Przeczytaj też:  Po co nam jeszcze filozofia? Apologia powolnego myślenia

Medykalizacja starości – gdy stajesz się zbiorem symptomów

„Odkąd skończyłem 70 lat, każda wizyta u lekarza zaczyna się od założenia, że moje dolegliwości są po prostu skutkiem wieku,” mówi Stanisław, emerytowany inżynier. „Gdy zgłaszałem problemy z koncentracją, usłyszałem 'w pana wieku to normalne’. Dopiero gdy zacząłem tracić przytomność, wykryto guz mózgu, który był przyczyną moich problemów.”

Medykalizacja starości to proces, w którym naturalne zmiany związane z wiekiem są traktowane jako patologie wymagające interwencji medycznej, a jednocześnie rzeczywiste problemy zdrowotne są często bagatelizowane jako „normalne dla tego wieku”. To podwójne wykrzywienie perspektywy prowadzi do nadmiernej interwencji w jednych obszarach i zaniedbań w innych.

Prof. Antoni Kępiński, psychiatra i filozof, pisał już w latach 70.: „Starość sama w sobie nie jest chorobą, choć nasza cywilizacja dąży do tego, by ją tak traktować.” Ta tendencja nie tylko nie osłabła, ale wręcz się nasiliła wraz z rozwojem przemysłu farmaceutycznego i medycyny anti-aging.

Dr Zbigniew Wojtasiński, ekspert w dziedzinie zdrowia publicznego, komentuje: „Paradoksalnie, choć żyjemy dłużej niż kiedykolwiek w historii, starość jest coraz bardziej patologizowana. Tworzymy iluzję, że każdy objaw starzenia się można i należy 'leczyć’, co prowadzi do przekonania, że starość sama w sobie jest stanem chorobowym.”

Na to nakłada się jeszcze zjawisko „ageizmu” w służbie zdrowia. Badania przeprowadzone przez zespół prof. Piotra Błędowskiego z SGH wykazały, że aż 64% seniorów doświadczyło w ostatnim roku jakiejś formy dyskryminacji ze względu na wiek w placówkach medycznych – od lekceważenia dolegliwości po mniej agresywne metody leczenia oferowane ze względu na „zaawansowany wiek”.

„W pewnym momencie zaczynasz być traktowany jako 'projekt oszczędnościowy’ systemu ochrony zdrowia,” zauważa gorzko 81-letnia Barbara, emerytowana pediatra. „Słyszysz pytania w rodzaju 'czy w tym wieku warto jeszcze podejmować tak inwazyjne leczenie?’ albo sugestie, że może lepiej 'pozwolić naturze działać’. To sprawia, że czujesz się nie tylko nieważny, ale wręcz obciążający system.”

Społeczeństwo, które boi się własnej przyszłości

Starość jako tabu – gdy przyszłość jest zbyt przerażająca, by o niej myśleć

„Ludzie reagują na moją starość tak, jakbym nosił jakąś zaraźliwą chorobę,” mówi z ironią 83-letni profesor literatury. „Odwracają wzrok, zmieniają temat, udają, że nie widzą moich zmarszczek czy drżących rąk. Ale ja wiem, o co chodzi – boją się konfrontacji z tym, co ich samych czeka.”

Współczesne społeczeństwo zachodnie stworzyło wokół starości aurę tabu porównywalną z tym, jakie otaczało kiedyś seksualność czy śmierć. Starości się nie świętuje, nie afirmuje, nie uznaje za naturalny i wartościowy etap życia. Zamiast tego staje się ona tematem wstydliwym, odsuwanym na margines społecznej świadomości.

„To rodzaj zbiorowego mechanizmu obronnego,” wyjaśnia psycholog społeczny dr Marek Krajewski. „W kulturze obsesyjnie skupionej na produktywności, witalności i niezależności, starość jawi się jako egzystencjalna porażka – stan, którego za wszelką cenę należy uniknąć. Ponieważ nie możemy jej uniknąć, wybieramy zaprzeczenie.”

Badania przeprowadzone przez Laboratorium Badań Społecznych w 2022 roku wykazały, że tylko 12% Polaków w wieku 25-45 lat aktywnie planuje swoją starość pod względem psychologicznym i społecznym (w przeciwieństwie do planowania finansowego). Większość badanych przyznała, że temat starości wywołuje u nich niepokój i dyskomfort, a aż 67% stwierdziło, że „stara się o tym nie myśleć”.

To zbiorowe wypieranie ma swoje konsekwencje społeczne. „Budujemy społeczeństwo i infrastrukturę, jakby starość miała nas nie dotyczyć,” zauważa urbanistka Joanna Erbel. „Projektujemy miasta, mieszkania, transport publiczny z myślą o młodych, sprawnych fizycznie osobach. A potem jesteśmy zaskoczeni, gdy sami, starzejąc się, napotykamy na bariery architektoniczne i społeczne.”

Kryzys opieki – gdy systemowa niewydolność spotyka się z indywidualnym wyparciem

„Przez lata wszyscy mówili mi: 'nie martw się, państwo się tobą zaopiekuje’,” mówi z goryczą 87-letnia Jadwiga. „Teraz siedzę sama w mieszkaniu na czwartym piętrze bez windy, a moja emerytura ledwo wystarcza na leki i jedzenie. Państwo? Przychodzi pani z opieki społecznej raz na tydzień na godzinę. To ma być ta opieka?”

Kryzys opieki nad osobami starszymi to jeden z najbardziej palących, a jednocześnie najsilniej wypieranych problemów społecznych współczesnej Polski. System publicznej opieki długoterminowej jest dramatycznie niedofinansowany i niedostosowany do potrzeb starzejącego się społeczeństwa, a jednocześnie tradycyjne modele opieki rodzinnej załamują się w obliczu zmian demograficznych i kulturowych.

Dr hab. Barbara Szatur-Jaworska, specjalistka polityki senioralnej, komentuje: „Stworzyliśmy system oparty na założeniu, że to rodzina – a w praktyce głównie kobiety – będzie dostarczać nieodpłatnej opieki seniorom. Tymczasem współczesne rodziny są mniejsze, geograficznie rozproszone, a kobiety pracują zawodowo. To tworzy lukę opiekuńczą, której państwo nie jest gotowe wypełnić.”

Przeczytaj też:  Czy Twoje życie jest symulacją? Nie, to nie Matrix, tylko realna hipoteza filozoficzna

Dane są alarmujące. Według analiz Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, na jedno miejsce w publicznym domu pomocy społecznej w Polsce czeka średnio 18 osób, a czas oczekiwania wynosi od kilku miesięcy do kilku lat. Koszt miejsca w prywatnym domu opieki przekracza często wysokość przeciętnej emerytury o 100-200%, czyniąc tę opcję niedostępną dla większości seniorów.

„To, co najbardziej niepokoi, to zbiorowe wypieranie powagi sytuacji,” mówi dr Szatur-Jaworska. „Zarówno na poziomie indywidualnym, jak i systemowym istnieje tendencja do odkładania myślenia o starości 'na później’. Problem w tym, że dla wielu osób to 'później’ już nadeszło, a systemy wsparcia nie istnieją lub są niewydolne.”

W poszukiwaniu nowego paradygmatu starości

Redefiniowanie ostatniego etapu – starość jako dopełnienie, nie degradacja

Choć dominujący obraz starości w naszej kulturze jest ponury, pojawiają się głosy i inicjatywy dążące do jego przewartościowania. Nie chodzi o naiwne gloryfikowanie starości czy zaprzeczanie realnym wyzwaniom biologicznym, ale o przywrócenie temu etapowi życia godności i sensu.

„Starość to nie tylko utrata, ale również zyskiwanie – mądrości, perspektywy, wolności od wielu społecznych oczekiwań,” przekonuje dr Bogna Bartosz, psycholożka rozwojowa. „To potencjalnie czas największej wewnętrznej integracji i autentyczności. Problem w tym, że nasza kultura nie dostarcza języka i ram pojęciowych do dostrzeżenia tych pozytywnych aspektów.”

Ciekawe badania przeprowadzone przez zespół prof. Lary Carstensen ze Stanford University wykazały zjawisko nazwane „paradoksem starzenia się” – mimo fizycznego pogarszania się stanu zdrowia, osoby starsze często doświadczają większego dobrostanu psychicznego, mniejszego stresu i bardziej satysfakcjonujących relacji niż ludzie młodsi.

„W pewnym wieku przestajesz się przejmować opiniami innych, masz mniej cierpliwości dla głupoty i jaśniej widzisz, co naprawdę ma znaczenie,” mówi 78-letni Jan, emerytowany adwokat. „To rodzaj wolności, której nie doświadczałem nigdy wcześniej. Szkoda tylko, że społeczeństwo nie dostrzega wartości tej perspektywy.”

Aktywizm wieku – gdy marginalność staje się siłą

W ostatnich latach w Polsce, podobnie jak w innych krajach, obserwujemy rozwój ruchów aktywistycznych związanych z prawami osób starszych. Od „Szarych Panter” po „Babcie na Marszu” – osoby starsze coraz głośniej domagają się uznania swojej podmiotowości i miejsca w społecznej przestrzeni.

„Nie chcemy być niewidzialni,” deklaruje 75-letnia Wanda, współorganizatorka inicjatywy „Siwy Power”. „Nie chcemy też, by mówiono za nas czy o nas bez nas. Starość to nie choroba, to nie wstyd, to po prostu jeden z etapów życia, który ma swoje wyzwania, ale i swoją wartość.”

Dr Rafał Bakalarczyk, badacz polityki senioralnej, zauważa zmianę paradygmatu w aktywizmie osób starszych: „To już nie jest tylko walka o wyższe emerytury czy dostęp do opieki zdrowotnej, choć te postulaty pozostają istotne. To również walka o uznanie różnorodności doświadczeń osób starszych, o prawo do bycia widzianym jako pełnoprawny obywatel, konsument kultury, istota seksualna – po prostu człowiek we wszystkich jego wymiarach.”

Ważnym elementem tego ruchu jest również walka z językową dyskryminacją. „Staramy się promować język, który nie infantylizuje ani nie patologizuje starości,” wyjaśnia językoznawczyni prof. Małgorzata Kita. „Odchodzimy od określeń takich jak 'staruszek’, 'babcia’, 'dziadek’ użytych w kontekście niepowiązanym z rzeczywistym pokrewieństwem, na rzecz neutralnych określeń 'osoba starsza’, 'senior’, lub po prostu używania imienia.”

Nieuchronna przyszłość, której się boimy

Niezależnie od naszych starań, zmarszczek nie da się zatrzymać, a społeczeństwo będzie coraz starsze. Według prognoz demograficznych, do 2050 roku osoby powyżej 65. roku życia będą stanowić ponad 30% polskiego społeczeństwa. Czy jesteśmy gotowi na tę przyszłość – nie tylko ekonomicznie i systemowo, ale przede wszystkim mentalnie? Czy potrafimy stworzyć kulturę, w której starość nie będzie ani fetyszyzowana, ani demonizowana, ale po prostu uznana za integralną część ludzkiego doświadczenia?

„Starość nas przeraża, bo konfrontuje nas z naszą skończonością,” podsumowuje filozof dr hab. Jacek Filek. „Ale może właśnie w tej konfrontacji – w akceptacji własnej kruchości i przemijania – kryje się klucz do głębszego, bardziej autentycznego przeżywania życia. Może zamiast uciekać przed starością, powinniśmy nauczyć się jej słuchać?”

Ta lekcja wydaje się szczególnie istotna w czasach, gdy obsesyjnie gonimy za młodością, innowacją i nieustannym wzrostem. Starość przypomina nam o granicach – naszego ciała, naszych możliwości, naszego czasu na ziemi. W świecie, który zdaje się ignorować wszelkie ograniczenia, ta perspektywa może być nie tylko otrzeźwiająca, ale wręcz uzdrawiająca.

Więc tak – zaraz będziesz starcem. I być może nikt nie będzie chciał cię słuchać. Ale najważniejsze pytanie brzmi: czy ty sam będziesz gotów wysłuchać mądrości, którą niesie ze sobą twoja własna starość?


Źródła i inspiracje

  1. Simone de Beauvoir, „Starość”
  2. Susan Sontag, „The Double Standard of Aging”
  3. Atul Gawande, „Being Mortal: Medicine and What Matters in the End”
  4. Piotr Błędowski, „Starzenie się jako problem społeczny. Perspektywy demograficzne, ekonomiczne i społeczne”
  5. Martha Nussbaum, „The Monarchy of Fear: A Philosopher Looks at Our Political Crisis”
  6. Carl Jung, „O rozwoju osobowości”
Jakub Poniewierski
Jakub Poniewierskihttps://racjonalia.pl
Pisze, bo lubi wątpić. Filozofia była pierwsza i zawsze pozostanie w jego sercu, ale szybko zrozumiał, że ciekawe rzeczy dzieją się również między neuronem a duszą – czyli w miejscu, które trudno zdefiniować. Nie lubi uproszczeń, ale kocha dobre porównania. Czasem przygląda się ludziom z naukową ciekawością, czasem z literackim niepokojem.

3 KOMENTARZE

  1. Prawda boli. Już teraz widzę, jak osoby po 50. są traktowane jak powietrze. Jakby przestawali być 'użyteczni’, to przestają istnieć.

  2. Myślę, że to kwestia języka. Jeśli starzec mówi jak człowiek, a nie jak kaznodzieja, to młodzi słuchają. Ale trzeba umieć słuchać też ich

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najnowsze artykuły